poniedziałek, 22 lutego 2016

Spiel fünfzehn

     Kolejne dni stawały się coraz gorsze. Nie miałam siły wstać, źle się czułam, wymiotowałam niemal non stop... Z początku myślałam, że czymś się zatrułam, ale gdy dołączyła się do tego spóźniająca się miesiączka... Musiałam o tym porozmawiać z Aną.
     Zakryłam usta jedną dłonią, drugą podając jej niewielki plastik, który wskazywał dwie czarne kreski. W oczach miałam łzy. To nie może być prawda.
     Siedziała na kanapie, przed którą stałam i wlepiała swój wzrok w test, doszukując się...sama nawet nie wiem czego. Liczyła, że co? Że będzie jakiś przeterminowany, czy co?
     - Co teraz planujesz z tym zrobić? - spytała się mnie cicho, chłodnym tonem. Nadal się na mnie nie patrzyła.
     Co mam zamiar z tym zrobić? Nie wiem, naprawdę nie wiem. Ale... Nie pozbędę się go, nie byłabym w stanie. W mojej głowie pojawiły się jego słowa "na swoje nie jestem gotowy". Rozmawialiśmy wtedy o dzieciach, którym pomagaliśmy.
     Mój światopogląd runął. Jeśli mu powiem...pomyśli, że zrobiłam to specjalnie, prawda? Że chciałam złapać kogoś znanego na dziecko i się ustawić. Na pewno, nawet jeśli na takiego nie wygląda. Co mam zrobić? Uciec? To też go zrani...
     - Będę ukrywać się tak długo, jak to możliwe.
     Jak dobrze, że teraz był na rozjazdach z drużyną. Najpierw obóz, potem jakiś mecz na wyjeździe. Nie widział mnie w możliwie najgorszym stanie. Stojącą na najgorszym życiowym zakręcie.
     Będę musiała go pewnego dnia zranić... Tak bardzo się bałam, że to on zrani mnie, a jak widać... Role się odwróciły.
     - Boję się, Ana.
     - Sama się w to wpakowałaś - podniosła się, zrównując się ze mną wzrostem. Chyba wyglądałam naprawdę okropnie, bo bez zawahania przytuliła mnie do siebie. - Pomogę Ci, możesz na mnie liczyć.
     - Będę musiała go zranić... Ana, kocham go, nie chcę mu tego robić.
     - Musicie porozmawiać, jest dorosły, zrozumie.
     - Mówił mi, że nie jest na to gotowy... - zesztywniała, słysząc to. - Nie chcę zostać z tym sama... A nie usunę, nie potrafiłabym.
     - Rosalie - powiedziała stanowczo, chwytając moją twarz. - Nigdy przenigdy nie będziesz sama, pomogę Ci, słyszysz?
     Potaknęłam, co srogo przypłaciłam. Znów mnie zemdliło. Wyrwałam się z jej uścisku i pognałam do łazienki. Nachyliłam się nad sedesem, ale znów nie mogłam nic cofnąć. Nie jadłam, bo wiedziałam, czym to się skończy.
     - Rose...
     - Podczas ciąży to normalne... - obmyłam twarz zimną wodą, uśmiechając się do niej blado.

~*~*~*~

     Z utęsknieniem wyczekiwałem powiadomienia o tym, że lądujemy w Monachium. Przerwa świąteczna ma swoje minusy - brakuje mi części siebie. A z drugiej strony... Brakowało mi też tej jednej osoby. Tak, miałem na myśli Rose.
     Każdy, a szczególnie Mario, z którym siedziałem, widział wszystkie kłębiące się we mnie uczucia
     - Pali się, czy co? - spytał się, wpatrując się we mnie. Wywróciłem oczami i swoją uwagę skupiłem w migającym obrazie w okienku samolotu. Bo się założę, że on tak z Ann nie ma. Tyle, że on się ukryje z tym, a ja... Muszę się nauczyć. Dużo jeszcze przede mną. 
     - Spokojnie, da Ci nadrobić to, że nie było Cię w...u niej tyle czasu. Chyba, że dostała miesiączki, to plany przełożycie na kolejny tydzień.
     - Jezu - jęknąłem, odwracając się do niego przodem. 
     - Nie słyszałem, że zmieniłem wygląd na Jezusa - zaśmiał się ze swojego dowcipu. 
     - Jaki Ty niewyżyty seksualnie jesteś - zignorowałem go, dokańczając swoją wypowiedź. 
     - Odezwał się zaspokojony - fuknął. 
     - Przynajmniej ja na głos nie wygaduję takich rzeczy - wsadziłem sobie słuchawki w uszy i włączyłem muzykę. Ostatnie minuty lotu wróciłem do ignorowania przyjaciela. Trochę przesadził. Tak odrobinę. Ale sporą.

     - Patrz, jak jej szuka - mruknął do Alaby, gdy byliśmy już na lotnisku.
     - Zakochany, co poradzisz.
     Już mnie obgadują, myślą, że ich nie słyszę... Rozglądałem się wkoło, dopóki nie poczułem jak ktoś zasłania mi oczy.
     - Zgadnij, kto to! - usłyszałem kobiecy głos, który wywołał na mojej twarzy uśmiech. Powoli się obróciłem i zamknąłem ją w uścisku. Wtuliła się we mnie. Cholernie mi jej brakowało, a to się ma dopiero zacząć...
     - Chodźmy - szepnąłem jej na ucho. Odwróciłem głowę i kiwnąłem przyjaciołom, którzy dalej zawzięcie plotkowali między sobą. O dziwo, zauważyli, że odchodzimy, w dodatku nam pomachali.
     - Jak Ci minął obóz? - zapytała, przerywając ciszę panującą między nami.
     - Dobrze. Trochę tęskniłem za grą z chłopakami.
     - Oglądałam mecz! - oznajmiła. - I wcale nie piszczałam jak napalona fanka, gdy tylko wszedłeś na boisko.
     - Wcale - zaśmialiśmy się, a ja objąłem ją w talii. Poczułem jak odrobinę zesztywniała. Złapała mnie za tamtą rękę i ścisnęła. Opuściliśmy lotnisko i zajęliśmy miejsce w jej samochodzie, po czym skierowaliśmy się do mojego domu.




Holger też dziwnie zareagował na to, haha XD
także się przygotujcie na to, że sielanka opuści nas na najbliższe tygodnie

3 komentarze:

  1. Dominiko! :(
    Chyba chcesz przekonać się jaką mam wspaniałą dzidę! XD
    No nje no :((
    Ja nie pozwole :(
    Ona musi mu powiedzieć, bo jeśli ją kocha to zrozumie prawda? W końcu sam wie skąd się biorą dzieci ;(
    Czekam z niecierpliwością na kolejny <3
    Buziaki :***

    OdpowiedzUsuń
  2. Ugh... Czy zawsze musi być źle, aby potem było dobrze? :(
    No... Niech porozmawiają jak ludzie... A nie! :/
    To smutne takie ten no... On jej wybaczy, zrozumie! </3
    Czekam na kolejny ;*
    Buźki :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Coś czuje, że skończy się sielanka :/ Czekam na next :)

    OdpowiedzUsuń