poniedziałek, 29 lutego 2016

Spiel sechzehn

     Z każdym kolejnym dniem było coraz gorzej. W pracy ledwo wytrzymywałam, a klientów przybywało. Chociaż coś dobrego. Doskwierały mi zmiany humoru, co sprawiało, że nasze relacje stawały się coraz chłodniejsze...
     Widywaliśmy się raz, może dwa w tygodniu. Tylko i wyłącznie przelotnie, zazwyczaj wpadał do mnie po treningu w trakcie pracy. Byłam zajęta i nie miałam dla niego za dużo czasu... A ja tak bardzo potrzebowałam jego wsparcia. Ale te słowa, w których mówił, że nie jest gotowy na malucha... To mnie załamywało i wstrzymywało przed przekazaniem mu prawdy.
     Coraz częściej się sprzeczaliśmy. Zazwyczaj były to słowa w wiadomościach tekstowych, na rozmowy nie było czasu.
     Nawiązałam bliższe kontakty z Sarą, miałam do niej pełne zaufanie. Drżała o to, że nasz "związek" wisi na włosku i nikt nie umie nic z tym zrobić. Jaki związek? Przecież nie byliśmy parą. Nigdy nie jesteśmy i nigdy nią nie będziemy...
     Pewnego dnia... Tak po prostu zniknęłam. Od dłuższego czasu poszukiwałam mieszkania w Norymberdze. Wybrałam to miejsce ze względu na to, że miałam blisko do najbliższych mi osób. Nawet do niego...

~*~*~*~

     Minęło pięć miesięcy, nastał sierpień. Pięć długich miesięcy odkąd opuściłam Monachium i osiedliłam się w Norymberdze. Po prostu nie wiedziałam już jak walczyć o to... O to, aby cokolwiek zyskać. Nie umiałam powiedzieć mu o tym, że spodziewam się jego dziecka.
     Kocham go, ale nie umiem nic zrobić. Nie umiem zawalczyć o swoje i przez to moje dziecko ma cierpieć? Emma będzie miała ze mną cudowne życie...
     Na szczęście ciąża nie utrudnia mi wykonywania swojego zawodu, ani nawet zbliżające się rozwiązanie. Ale nie zaczęłam sama, podjęłam pracę w jednym ze studiów fotograficznych. Trafiłam na miłych ludzi.
     Utrzymuję regularny kontakt z Sarą, byłą partnerką Schweiniego, oraz Aną, która na bieżąco informuje mnie o rewelacjach z Monachium. Niestety nie umiałam dłużej go mieć z Lisą, jestem tego pewna, że wszystko by przekazała Jemu.
     Brakuje mi ich, absolutnie wszystkich. Szczególnie Go... Ale nie potrafię się odważyć na tyle, aby się chociażby zjawić w stolicy Bawarii... Nie umiem, nie mogę się przemóc. Zamknęłam się w sobie, nie mam tu nikogo, nawet nie chcę. Tylko On, który dał mi wszystko, a nawet więcej, co mogłam tylko mieć. Przez te miesiące przekroczyłam swój limit szczęścia, tak?
     Mieszkam w spokojnej kamienicy sprzed ponad stu lat. Trafiłam na możliwie najlepszych sąsiadów, pełno dzieci, same młode małżeństwa... Szczęśliwe rodziny, nie to, co u mnie. Ale mniejsza, najwyraźniej taki mój los. Najbardziej współczuję Małej, która wychowa się bez ojca, którego nigdy nie pozna...

     Odetchnęłam ciężej, podnosząc się z krzesła. Naprawdę, Emi, akurat teraz? spytałam się w głowie, czując wzmożone ruchy dziecka. Teraz musiało Ci się włączyć ADHD? 
     Położyłam wolną rękę na brzuchu, czując falę kopnięć i ruchów małej. Tę ruchliwość ma po nim... Druga z rąk trzymała zaś aparat. Miałam właśnie pokaz najnowszej kolekcji od jednego ze znanych projektantów. Mnóstwo fleszy, jakaś dziwna muzyka i kilkanaście modelek, spacerujących po wybiegu. Mój osobisty raj - aparat i chwila do uwiecznienia.
     Przed moimi oczami ukazała się własnie znajoma twarz... Cholernie bardzo znajoma. Momentalnie przyłożyłam aparat do twarzy i zrobiłam jej kilka ujęć, nie chciałam, aby Ann mnie poznała. Tak, ten ktoś znajomy to Ann Kathrin Brömmel, dziewczyna Mario Götze... Dziewczyna przyjaciela mojego Holgera.... Poczułam niesamowity ścisk w żołądku. Będę stracona, gdy tylko mnie zauważy... Przesunęłam się w tył, chcąc uniknąć niepotrzebnego spotkania.
     - Rosalie, co jest? - spytał się ktoś, a dokładniej Liam, znajomy po fachu.
     - Nic... Po prostu poczułam się trochę gorzej.
     - Mała daje się we znaki, tak? - pokiwałam głową, a on dotknął dłonią mojego brzucha. Uśmiechnął się, czując pod nią ruch. - Już niedługo da Ci popalić na tym świecie.
     - Już się boję - zaśmiałam się, sięgając po szklankę z wodą.
     - Nie ma czego, to tylko macierzyństwo. A Twój narzeczony pewnie Ci pomoże - narzeczony... To zabolało, cholernie mocno. Momentalnie poczułam się na dnie.
     - Ta... Jasne - upiłam dwa łyki chłodnego napoju, próbując zachować powagę. Oni nic nie wiedzieli. Nie wiedzieli skąd i kim jestem. Nie znali mnie...
     Po skończonym pokazie i pożegnaniu z ekipą wróciłam do domu, gdzie czekała mnie miła niespodzianka. Sarah.
     - Nie spodziewałam się! - powiedziałam szczerze, gdy trzymała mnie w swoich kleszczach.
     - Byłam w pobliżu i postanowiłam wpaść... Poza tym, strasznie tęskniłam! - przez ten krótki czas, w którym byłam WaG poczułam z nią niesamowitą więź. Niemal tą samą, jaka jest między Schweinsteigerem, a Badstuberem...
     - Też tęskniłam - w moich oczach znikąd zjawiły się łzy.
     - Rose... Co się stało? - zapytała, odsuwając się, aby skupić swoją uwagę na mojej osobie.
     - Chodźmy do środka, po co stać tu, w tym chłodzie - tak naprawdę nie chciałam z nią rozmawiać pośród osiedlowego monitoringu, znaczy się sąsiadów. Pomimo tych młodych małżeństw znalazłam też wścibskie baby, które czekały na potknięcie jakiegoś sąsiada.
     Weszłyśmy do środka, a panna Brandner rozgościła się w salonie, pośród artystycznego nieładu spowodowanego masą zdjęć z wszelkiego rodzaju sesji. Zachowywałam zawsze coś dla siebie. takie małe hobby.
     Zrobiłam ciepłą herbatę i wróciłam do przyjaciółki.
     - Widziałam Ann, dziewczynę Götze. Boję się, że mogła mnie zobaczyć... - przyjaciółka pokiwała głową, chwytając w dłonie gorący kubek. Upiła łyk napoju i dopiero wtedy się odezwała.
     - Słońce, nie masz się czym martwić, naprawdę. Na pewno była tak skupiona na tym, aby wypaść jak najlepiej, że nie zauważyła kto robi jej zdjęcia. Poza tym, była tam masa fotografów, prawda?
     - Tak, było ich sporo...
     - Więc nie masz się czym martwić - złapała moją dłoń, wystukującą nerwowe rytmy na stoliku.



hehe, ale jestem wredna. ale to było do przewidzenia. 

4 komentarze:

  1. Ić ty łobuzie :(((
    Pamiętaj, że moja dzida czeka uszykowana XD
    Piękne mimo wszystko ❤
    A może tleniona blondi powie Holgiemu, a on zawalczy *.*
    Czekam na kolejny <3
    Buzka :**

    OdpowiedzUsuń
  2. No niech mu powie, teraz czy później, co to za różnica? Czekam na kolejny :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Powinna i tak mu o tym wszystkim powiedziec..Lepiej teraz niz pozniej, po fakcie..:c
    Moze jak sie o tym dowie, to zmieni zdanie :c
    czekam nn<3

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale.. Dlaczego tak?! Mogła mu chociaż powiedzieć, a nie od razu uciekać.. Ech, ciężka sytuacja.
    Czekam na nowość!

    OdpowiedzUsuń