czwartek, 2 czerwca 2016

Spiel dreißig - die Ende

     Niby łatwo powiedzieć, że wszystko wróciło na swoje właściwe tory w ciągu kolejnych tygodni. Łatwo powiedzieć. Jednakże samo wykonanie tego wszystkiego bylo już o wiele trudniejsze. Ale na szczęście udało się nam to przejść i wygrać.
     Starał się każdego dnia. Chociażby drobnymi gestami, słowem... Chyba odnalazłam sens każdej jego wypowiedzi, którego mi brakowało.
     Ta cała...nieufność oraz strach odeszły w siną dal. Prawdziwe uczucia wreszcie postanowiły na stałe zagościć pośród nas.
     Rzecz jasna nie było zaraz super świetnie! Z początku było to nadal niepewne, głosik pesymizmu jeszcze się udzielał, ale każdy nadchodzący dzień pomniejszał negatywne strony, pokazując walory zalet.
     Od razu do Monachium jednak nie powróciliśmy, aczkolwiek często bywałyśmy w tym mieście. Holger w Norymberdze spędzał trochę czasu. Szmatławce miały z tego niezły pożytek, ale... Chyba wreszcie przestałam się przejmować tym, co gazety pisały. Wreszcie do mnie dotarło, że nie warto sobie zawracać głowy tym, co obcy ludzie o Tobie mówią.
     Emma rozwija się nad wyraz dobrze jak na wcześniaka. Gołym okiem nie widać tego, że urodziła się trochę wcześniej. Uwielbia swoją babcię, oraz wszystkie ciotki. Także te przyszywane. Tym razem skuteczniej przyszło mi się zmierzyć z nowym-starym światem, światem żon i ukochanych piłkarzy.
     Udało mi się pogodzić ze wszystkimi, z którymi zerwałam kontakty. Ogólnie - wszystko zaczęło być dobrze, a przynajmniej lepiej, niż po popełnieniu największego błędu swojego życia.
     Helga miała rację - ta, która miała być największym problemem sprawiła, że one zniknęły. Malutka jest oczkiem w głowie dosłownie wszystkich, szczególnie moich przyjaciółek, które rozpieszczają ją jak tylko potrafią!
     Znów dorabiam w fotografii, ale bardziej prywatnie, przez co mam niereformowalny czas pracy i mam go więcej dla swojej rodziny. Rodzina, jak to pięknie brzmi!

     Byliśmy właśnie w trójkę na rynku w Monachium. Holgi prowadził wózek Emmy, skubiąc precla. Mała bawiła się grzechotkami, zawieszonymi na daszku gondoli. Jak na początek grudnia było ciepło, więc czemu nie wykorzystać tej sprzyjającej aury?
     W dłoniach miałam aparat, który uwieczniał widoki malujące się w centrum miasta, a także moje dwa skarby.
     - Po co mi inni paparazzi, skoro mam swojego osobistego? - zapytał, przyciągając mnie do siebie jedną ręką. Cmoknął mnie w policzek, a Emma zaczęła gaworzyć.
     - Nie zapeszaj, bo ostatnio było o nas strasznie cicho... - z jego warg wydostało się ciche westchnienie. 
     - Tak powinno być. Naprawdę nie zależy mi na tym, o czym piszą. 
     - Dobrze wiesz, że gdyby nie oni, to... - gwałtownie urwałam. Mieliśmy nie powracać do tego czasu.
     - Wiem. Gdyby nie oni, to byłoby... Zupełnie inaczej. 
     Zupełnie inaczej. Czy lepiej? Nie wiem, nie jestem w stanie tego powiedzieć. Nie znałabym go. Pewnie dalej trudziłabym się dorabianiem jako swoista "panienka do towarzystwa", bo dalej nie byłabym w stanie się ocknąć, że to nie tędy droga. Nie miałabym Emmy, największego daru od Boga. Nie miałabym bliskich, którzy są przy mnie praktycznie zawsze. Moja rodzina jak się mnie wyklęła, to tak zostało. I nie wygląda, jakby miało się to zmienić w przyszłości. Cóż, nie wszystko jest idealne... 
     Ale wracając. Nie miałabym także osoby, która mnie kocha, pomimo tego wszystkiego. 
     - Rose - szepnął, odrobinę spięty. Mrugnęłam, próbując się ocknąć. Spoglądał nerwowo w lewo, więc odruchowo moje oczy tam poleciały. Zmarszczyłam brwi, nie mogąc się doszukać niczego podejrzanego. 
     - Zdążył się schować - syknął, a ja westchnęłam.
     - Miałeś się nimi nie przejmować, sam mi to powtarzałeś. 
     - Ale wiesz, jakie to irytujące? Nie możesz nigdzie wyjść, bo nawet nie wiesz, kiedy Cię znajdą. To kibice potrafią się zachować. 
     - Dobrze wiesz, że fotoreporterzy nie znają czegoś takiego jak kultura - zatwierdził mi ze smutkiem. - I wiesz, na co się pisałeś, kiedy tylko stawałeś się jednym z najlepszych obrońców w lidze niemieckiej. 
     - Też wiem. 
     - Tyle lat na arenie i nadal sława panu przeszkadza? - spytałam odrobinę żartobliwym tonem, próbując rozluźnić atmosferę. 
     - Chciałbym, aby Emma w spokoju mogła rosnąć, a nie pośród tej otoczki fleszu. 
     Udałam, że poczułam się urażona i zatrzymałam się w pół kroku, krzyżując ręce. 
     - Czy mój flesz też ma coś do tego? - wybuchł śmiechem, podobnie jak mała. Chyba nadal nie potrafię panować nad uczuciami i chociażby udawać złość. Nawet skrzyżowanie dłoni i mina irytacji nie pomogła! - Ale ja mówię poważnie. 
     - Tak, kochanie, oczywiście! Twój flesz jest jedyny w swoim rodzaju i nie do zastąpienia.




no to tak... doszliśmy do tego momentu, który czekał już od ponad pięciu miesięcy. wiecie, jak ciężko mi było z myślą, że tenkoniec nadchodzi? trochę bardzo chce mi się płakać. tyle czasu... przecież 'siedziałam' tu ponad pół roku! :'( nie, będę płakać zaraz ;; 
chcę Wam potwornie bardzo podziękować za Waszą obecność tutaj! a także Oliwii, która się poświęciła, nadrobiła i...i nam się zakochała w tym opowiadaniu ;* jesteście najlepsze, kocham Was wszystkie mocno!!💘
zobaczycie mnie jeszcze na Amnesii u Norwegów, Sjećaš li me se? u Iviego, u Adnana, a także u Josha Kimmicha, który rusza już w poniedziałek!
dziękuję jeszcze raz!!💞

6 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Nie... Nie potrafię znaleźć słów, które opisałyby moją wdzięczność, którą poczułam, kiedy to wspomniałaś o mnie w notce pod ostatnim rozdziałem. Przerażająca jest myśl, że nigdy bym Cię nie poznała, więc tym samym tego opowiadania także.
      Parę razy miałam ochotę udusić Cię własnymi rękoma, zamordować, utopić... A to wszystko przez ten mezalians, który utworzyłaś w mojej psychice niemal każdym rozdziałem. Po przeczytaniu jednego, zastanawiałam się, co takiego zdarzy się w kolejnym. Nie potrafiłam Ci wybaczyć, że tak bardzo poplątałaś i tak skomplikowane losy tej dwójki. Niekiedy zachowanie niektórych, a szczególnie jednej bohaterki rozbawiało mnie do łez. Byłam cholernie zła na Rose, która kazała tak długo czekać Holgerowi, świadomie bądź nie sprawiając sobie ból. Już nie mówiąc nawet o jej wyjeździe, będącym jednym z mało logicznych pomysłów tej kobiety. Sama dobrze wiesz, że co jak co, ale dla mnie czytanie bloga o piłkarzu Bayernu jest bardzo wysokim ryzykiem, ponieważ powinnam trzymać się od tego z daleka! Ale już od początku ujęłaś moją osobę... tym czymś. W pewnym momencie przeztałam zwracać na to jakąkolwiek uwagę. Cholera, powiem szczerze, dawno nie czytałam czegoś tak dobrego! Dobrze wiesz, że jestem szczera, a te słowa nie są w żadnym wypadku przesadzone. Tak, nadrobiłam to i niewarygodnie się z tego faktu cieszę, bo byłam z tobą do końca.
      Na sam koniec chciałabym Ci podziękować. Dziękuję. Jedno słowo, które wyraża wszystko.

      Usuń
  2. Awww jak ja się cieszę, że wszystko się tu dobrze skończyło! Cała trójka na to zasłużyła.

    Do zobaczenia na innych blogach!

    OdpowiedzUsuń
  3. Dobrze, ze wszystko sie dobrze skonczylo, ale szkoda ze sie juz skonczylo ;c

    Do zobaczyska na kolejnych blogach!

    Zaneta FastFamily

    OdpowiedzUsuń
  4. Misia moja kochana! ❤❤❤
    To ja ci dziękuje za to cudo <3333
    Chociaż, że to o Bayernie.. To jednak przymknełam oćo i cieszyłam japkę xDD
    Cudeeeeeeeeńko ❤❤❤❤❤❤❤❤
    Płakam :(((((
    Dziękuje :*****

    OdpowiedzUsuń
  5. Ostatnia, ale zawsze! A co!? :D
    Boże... To już koniec, no się popłakałam.. ;,(
    Z każdą notęcją byłam taka szczęśliwa, żeś to pisała, a ja to czytałam! Przez te wszystkie miesiące wczuwałam się w to opowiadanie i przed snem gdybałam XD Oczywiście Ty rządziłaś moimi myślami! XD
    Tak się cieszę, że wszystko się ułożyło i są w końcu szczęśliwi <3 I ta mała Emma <33
    Chciałoby się napisać "czekam na kolejny" ale... Przyszedł czas napisać DZIĘKUJĘ :*
    Teraz czekam na Joshuę :D

    OdpowiedzUsuń