Próbował. Chciał pokazać, że przez te miesiące stał się kimś absolutnie innym. Ja też próbowałam. Chciałam w to wierzyć. Chciałam, aby jego zmiana nie była krótkotrwała.
W szpitalu spędzał sporo czasu. Jego większość poświęcał naszej córeczce, rozmawiał z nią, jakby chciał nadrobić to, co go ominęło... Ze mną także próbował komunikacji. Głównie poruszaliśmy kwestię Emmy, rzadziej... Przeszłości i przyszłości. Naszej przeszłości i przyszłości. Konwersacja nie zawsze się kleiła, nie potrafiłam poruszyć niektórych tematów, ale świadomość, że nasze uczucia są odwzajemniane... W pewien sposób pomagały. Powoli zbliżaliśmy się do siebie. Bardzo powoli.
- Rosalie - szepnął ósmego dnia pobytu w szpitalu. Oderwałam swoją uwagę od malutkiej, która leżała na moim łóżku, drzemiąc po karmieniu. Stał w progu, niewiele uchylając szklane drzwi. - Chciałbym, abyś kogoś poznała. Jedną z najważniejszych osób mojego życia.
Ta wypowiedź wywołała ukłucie w moim sercu. Naprawdę nie wiem dlaczego. Moje uczucia to jedna wielka zagadka, której nie da się rozwiązać.
Przełknęłam nerwowo ślinę, spodziewając się kolejnego ciosu. Do sali weszła brunetka, której twarz spowijały niewielkie zmarszczki. Była zaskoczona i zdenerwowana jednocześnie. Kroczyła niepewnie, nerwowo rozglądając się dookoła.
- Mamo, to Rosalie... - chciał coś jeszcze dodać, ale w ostatniej chwili się zawahał. Czy on...przyprowadził tutaj swoją matkę? - Rosalie, to moja mama, Helga.
Nie wiedziałam, co powiedzieć. Byłam w szoku. Jego mama... Wiedziała chociażby o tym, co było pomiędzy nami?
- Um, witaj, Rosalie - pierwsza zabrała głos. Chrząknęłam, po czym skinęłam głową.
- Dzień dobry, proszę pani.
Jej wzrok wędrował przez całą długość łóżka, skupiając się na maluszku, leżącym na nim. Zmarszczyła brwi, przenosząc swoją uwagę na swojego syna.
- Holger...? - powiedziała lekko ochrypniętym głosem.
- Ta mała istotka to moja córeczka, a Twoja wnuczka - w jego tonie dało się wyczuć...dumę oraz radość. Kobieta sprawiała wrażenie, jakby słowa wypowiedziane przez piłkarza do niej nie dotarły.
Zerkałam to na nią, to na moją śpiącą kruszynkę, czekając na jakąkolwiek reakcję z jej strony. Czułam na sobie czyjeś spojrzenie.
- Ale... Ale jak to? Kiedy? - w końcu wydostalo się z jej ust, a żadno z nas nie potrafiło udzielić na to odpowiedzi. - Ukrywaliście się? Ile czasu?
Obawiałam się usłyszeć chociażby słowa wyjaśnień z jego ust. Znów wróci do tamtego okresu. Do początków naszej "współpracy" w zleceniu specjalnie dla niego. Do okresu, do którego nie chciałam wracać.
- Nasza historia jest...tak bardzo skomplikowana, że lepiej jej nie wspominać na głos - odetchnęłam z ulgą. - Rose poznałem w zeszłym roku, a ta niedługo potem zaszła ze mną w ciążę...
- Nie potrafiliście wcześniej o tym powiedzieć? Naprawdę?
- Nie, proszę pani - szepnęłam, wstrzymując go od głosu. - Bo ja... Uciekłam z Monachium. Holger nic nie wiedział o ciąży. Do niedawna...
- Nawet nie zdawałem sobie sprawy, że nieświadomie zraniłem ją i sprowokowałem to wszystko jednym głupim zdaniem... - matka spojrzała na syna, oczekując odpowiedzi. - Powiedziałem, że...że nie jestem gotowy na to, aby poważnie myśleć o życiu. Sama dobrze wiesz, jak to jest w świecie futbolu...
- Ale mimo los znów nas na siebie zesłał i... Tym oto sposobem jesteśmy tutaj, razem.
Niemka nie była w stanie nic z siebie wykrztusić. Podeszła tylko bliżej łóżka, na którym siedziałam i nachyliła się nad małą Emmą.
- Jest taka... Taka malutka - delikatnie schwyciła jej piąstkę.
- Pojawiła się tu...na osiem tygodni przed planowanym rozwiązaniem. Stres, który był związany z ponownym pojawieniem się Holgera w moim życiu... Doprowadził do tego - moich uszu dotarło jego westchnięcie.
- Nic nie wiedział o ciąży, tak? - chyba chciała się upewnić. Zatwierdziłam. - Wiesz, że gdybyście porozmawiali o tym, to wszystko mogłoby inaczej wyglądać?
- Teraz wiem... Po prostu bałam się, że zrani mnie, gdy tylko się o tym dowie...
- I dlatego sama postanowiłaś to uczynić? - poczułam w gardle rosnącą gulę. Spojrzałam spłoszona na niego.
- Myślałam, że tak będzie najlepiej - odparłam, nie odrywając od niego wzroku. Patrzyliśmy się na siebie wzajemnie. Pomimo czasu, jaki od tego minął...ujrzałam cień bólu na jego twarzy. To dalej było...świeże? Chyba tak. Nieprzyjemny okres, do którego najlepiej nie powracać.
- Mogę wziąć ją na ręce? - zmieniła temat. Znów patrzyłam się na matkę osoby, którą kocham.
- Tak, przecież jest pani babcią Emmy.
- Emma? - podchwyciła, delikatnie biorąc dziecko w swoje ramiona. - Prawie jej nie czuć - posłała delikatny uśmiech w moją stronę.
Chwilę milczeliśmy, jedynymi słyszalnymi odgłosami były nasze oddechy oraz...dźwięk pchania i ciągnięcia drzwi?
- Jestem przekonana, że teraz wszystko będzie dobrze. A to głównie przez nią - wskazała głową na swoją wnuczkę. - Dokładnie tę, która miała być największym problemem.
powiem tak - idę płakać, w czwartek koniec ;;

Jaki koniec? ;((( Nie chcę :(((
OdpowiedzUsuńMamuśka zdziwiona xD
Czekam ;)
Nie, nie, nie, nie :(((
OdpowiedzUsuńTylko nie koniec :'(
Dołaczam się. Ide wyć :(((
Cudowne ❤❤❤❤
Buziaki :**
jejku, jaki supi rozdział :c
OdpowiedzUsuńnie spodziewałam się mamy Holgera, bynajmniej nie teraz
no ale lubisz zaskakiwać, hehe
czekam na kolejny <3
Ohohoho :D Zadziwiłaś mnie xd
OdpowiedzUsuńMamuniaa XDD
Kurczę... Szkoda, że już koniec się zbliża, bo się zżyłam :(
Czekam na ciąg dalszy! <3
Pozdrawiam! :*