Ostatnie, co pamiętałam, to to, że byłam na sali i krzyczałam do lekarzy, że to nie czas na poród...
Przestraszona dotknęłam dłońmi brzucha. Bolał i... Był mniejszy. Co z moją córeczką?
- Emma już jest na tym świecie - powiedziała miękko Ana, chwytając moje trzęsące się dłonie. Kamień spadł mi z serca, a jednocześnie trochę to dobiło. Miało tak być dopiero za siedem tygodni... - To wszystko wina tej żmii, ale medycy powiedzieli, że wszystko z małą będzie dobrze.
- Gdzie ona jest? Mogę ją zobaczyć?
- Zdążyłaś się wybudzić, spokojnie. Jest na sali noworodków. Waży całe dwa kilogramy i ma czterdzieści dziewięć centymetrów. Tak głośno płakała, że chyba cały szpital ją słyszał - zaśmiała się pogodnie.
- Chcę ją zobaczyć - powiedziałam stanowczo, mimo opanowującego mnie bólu. Patrzyłyśmy się przez chwilę wrogo na siebie. Co z tego, że mnie boli? Chcę zobaczyć mój mały sens życia.
Drzwi się otworzyły. Ana spojrzała w ich stronę i nerwowo pokręciła głową na zaprzeczenie.
- Rosalie - usłyszałam TEN głos. Głos, którego pragnęłam, potwornie bardzo. Głos, który mówił mim tyle cudownych słów... Głos, który wypowiedział także to zdanie, które posunęło mnie do ostatecznego wyboru... Który przyniósł za sobą tylko pasmo szkód.
- Pod względem upartości dobraliście się idealnie - westchnęła ciężko, podnosząc się z zajmowanego przez siebie krzesełka. Nie wiedziałam, czy chcę, aby on tu wszedł, czy chociażby był w pobliżu stu kilometrów. Nie wiem już, czego mi potrzeba. Za długo uciekałam przed problemami... To problemy teraz postanowiły przyjść do mnie.
Opuściła salę, a on usiadł na krzesełku. Znów milczeliśmy. Powinnam chyba poprosić pielęgniarki o to, aby nie mogli go wpuszczać na ten teren. Chociaż... Czy aby na pewno chciałam tego?
Mimowolnie poczułam się lepiej, kiedy znalazł się w pobliżu. Pomimo tego, że go wyganiałam z samego rana. Mimo tego, ze powiedziałam mu, że nie chcę go...
- Podobno miało Cię tu nie być - powiedziałam, panując nad emocjami. Oczywiście jak działam? Standardowo wbrew sobie.
- Podobno. Przecież obiecałem Ci, że wrócę po swoje.
- Nie masz po co wracać.
- Nie wierzę Ci, Rose. Jak wziąłem do serca tę bajkę, że to nie moja córka, to tak nie potrafię uwierzyć w te słowa.
- Powinieneś... - poczułam ukłucie w sercu. Kłamałam. Łgałam jak pies. A to tylko dlatego... W sumie dlaczego? Jaką korzyść przyniesie mi to, że znów go zranię? Rzecz jasna, że żadną, prędzej większą dawkę cierpienia. Ale oczywiście ja jak to ja... - Nie liczysz się dla mnie.
Z trudem to powiedziałam. Te słowa były jak świętokradztwo. Odpokutuję za nie, na pewno. Ale jeszcze nie teraz...
- Nie kłam, rani to Ciebie tak samo jak mnie - szepnął ostro, nachylając się nade mną. Jak bardzo żałuję, że muszę leżeć plackiem, bez jakiegokolwiek ruchu. Dużo bym dała, gdybym miała możliwość zniknięcia z tego miejsca. Nie byłam gotowa na ponowną konfrontację z nim. Na zadanie mu kolejnej dawki bólu...
Patrzyłam się na jego twarz. Znów był lekko zarośnięty, a włosy miał niedbale ułożone. Jednakże oczy nadal wpatrywały się we mnie z tymi samymi iskierkami...z dokładnie tym samym pragnieniem. Jedyne, co się w nim nie zmieniło...
- Byłem idiotą, który nie potrafił sobie uświadomić tego, co do Ciebie czuje. Wiesz, kiedy to do mnie dotarło? - spytał i nie czekając na moją odpowiedź dodał - Chwilę po tym, jak uświadomiłem sobie, że Cię straciłem. Próbowałem Cię odnaleźć, ale nikt nie chciał udzielić mi odpowiedzi na to.
- I słusznie - wtrąciłam ledwo słyszalnie, bo głośniej nie potrafiłam. Jego bliskość tak bardzo mnie oszołomiła, a słowa, które wypowiadał...składały moje rozbite serce do kupy.
Westchnął ciężko, dłonią delikatnie gładząc mnie po policzku. Moje serce załomotało dziko pod wpływem tego gestu.
- Jestem przekonany, że możesz mnie nie kochać, ale...
- Jak możesz tak mówić - szepnęłam z bólem. Ja? tak po prostu przestać go kochać? Chyba postradał zmysły. - Zrobiłam to wszystko tylko dlatego, że...
- Wiem, dlaczego to zrobiłaś - wtrącił. Niech zgadnę, Ana. - Twoja przyjaciółka mi o tym powiedziała.
Eee... Czy nie powinien przyjść tu lekarz, kiedy tylko się wybudziłam? Nie jestem pewna, czy tak długo utrzymam się przy życiu, kiedy on jest tak blisko... Na wyciągnięcie ręki... Nawet nie miałam odwagi znów go dotknąć.
- Chyba ją zabiję.
- Najpierw musiałabyś wstać z łóżka, a z tego, co mi mówiono, to nie za specjalnie masz tę możliwość.
Chwilę milczeliśmy, ponownie się na siebie patrząc. Jego palce dalej muskały moją skórę, która wręcz parzyła, prosiła o większą falę dotyku. Każda komórka chyba chciała nadrobić ten stracony czas.
- Co teraz będzie? - spytał cicho. Nie odpowiadałam, toczyłam walkę w środku o to, czy powiedzieć mu prawdę, to, co leży mi na sercu, czy jednak znów skłamać. Ale przecież domyśla się, kiedy łżę...
- Nie potrafię zaufać Twoim słowom - szepnęłam, czując zbierający się w oczach słony płyn. Zacisnął wargi w wąską linię, chwytając moją twarz w swoje dłonie. Przysunął ją tak blisko, że stykaliśmy się nosami.
- Co mam zrobić, abyś to zrobiła?
- Ja... Nie wiem. Boję się, że to po prostu zwykłe kłamstwa, które mają na celu zawrócić mi w głowie...
Czy nie miałam siły już kłamać, że...otwarcie, bez bicia potrafiłam się przyznać do tego, co tak naprawdę czuję? To ta moc, która mnie do niego przyciąga? Czy świadomość, że Emma może się wychowywać w rozbitej rodzinie?
- To nie kłamstwa, to sama prawda.
- Słowa w dzisiejszym świecie nic nie znaczą, liczy się tylko to, co robisz.
- Tak mówisz? - podchwycił temat, a ja nieśmiało skinęłam głową. Ten momentalnie naparł na moje wargi, ukazując swoje...uczucia? Uczucia, które chciałam, aby kierował w moją stronę. - Kocham Cię, panno Hiltzberg. Ciebie i nasze dziecko.
![]() |
| *nuci pod nosem* Wir sind deutscher Meisteeeer |
zrobiło się trochę romantycznie, co nie?szczególnie przy końcówce.... hehe :v no ale znacie mnie, co nie? będę Was trzymać do samego... dobra, nie, spojleruję już XD
więc tak: chcę Was zaprosić na fanfiction, które ruszy tuż po tym, no cóż, nie jest to moje Du, ich und dein Bruder, no ale czego to się nie zrobi dla swoich czytelniczek? TAK, ANKA, MÓWIĘ O TOBIE. zapraszam na Drugą opcję (kocham ten szablon)

Brawo Panie Holgerze! Tak ma być! :DD
OdpowiedzUsuńTo mi się podoba <333
Cudeńko ❤
Czekam na kolejny <3
Buziaki :***
Holgier gratulacje !
OdpowiedzUsuńAle wiem, że coś zrobisz XDD
Czekam na kolejny ;)
aaa Holger! wiedziałam, że nie odpuści i wróci po swoje <3
OdpowiedzUsuńoby teraz się tylko wszystko jakoś ułożyło, i muszą spokojnie o tym wszystkim porozmawiać.
czekam nn <3
No nareszcie! Już nie mogłam się doczekać, kiedy w końcu wyzna jej miłość! Teraz z niecierpliwością czekam na odpowiedź, więc szybko dodawaj nowość :)
OdpowiedzUsuńAaaaaaaaaaaaaaaaaaaa tak tak!! :3 WYWALCZYŁAM TO! <3333 :v Cieszę się jak opętany mops! :D Będzie Joshi! Będzie Joshi! ^^
OdpowiedzUsuńDobra. Ogarnij się Anno.
Tak jest Holgerek! Tak trzymaj! ^^ W końcu powiedział, że ją kocha! <3 Teraz mam nadzieję, że między tą ukochaną dwójką ułoży się wszystko znakomicie! Bo inaczej być nie może! :3
Czekam na kolejny rozdział! :*