poniedziałek, 2 maja 2016

Spiel fünfundzwanzig

     Odrzuciła mnie, znów mnie odrzuciła. Mimo mojego zapewnienia o tym, że nie zaprzestanę. Powiedziała najgorsze - w moim mniemaniu - słowa: Nie istnieję dla Ciebie. Tak potwornie żałuję tego, że nie poznała prawdy wcześniej. Oddałbym wiele, abym mógł cofnąć czas. Chociaż, czy brzmiałoby to mądrze, gdybym tak nagle wyskoczył ze swoimi uczuciami? Zapewne nie.
     Ann w okolicach południa zadzwoniła do mnie z zapytaniem, jak mi poszło. Świetnie, jeszcze tego mi brakowało. Od kiedy ona taka chętna do pomagania mi? Na magię świąt to o wiele za wcześnie. Może okres dobroci dla zwierząt? Niewykluczone.
     Coś nie pozwalało mi opuścić tego miasta. Obawa, której nie potrafiłem zdefiniować. Miało się stać coś złego?
     Siedziałem w kolejnej kawiarence, pijąc czwartą kawę dnia dzisiejszego, otoczony spojrzeniami fanów, którzy nie zebrali się na odwagę, aby spytać się mnie o zdjęcie czy autograf (tak bardzo rozumiałem batalię, tworzoną pomiędzy kibicami Bayernu, a 1. FCN), kiedy to dostałem telefon. Mario? On? Teraz? To nie mogło wróżyć nic dobrego.
     - Halo? - powiedziałem do słuchawki, nawet nieświadomy tego, co zaraz usłyszę...
     ~ Holger... Nie wiem, gdzie jesteś, ale zaraz Cię widzę z powrotem w szpitalu ~ mówił szybko, wyraźnie czymś podenerwowany. W tle było słychać różne dźwięki, w tym...w tym płacz? ~ Rosalie...
     Momentalnie zbladłem na dźwięk imienia ukochanej.
     - Co z nią?!
     ~ Kazali nam wyjść z sali... Ona tak bardzo krzyczy...krzyczy z bólu...
     Każde kolejne słowo coraz bardziej mnie mroziło. Co już jej zrobiła?! Ścisnęło mnie w gardle ze strachu. Co z nią? Co z dzieckiem? Część mnie nie pozwalała nie myśleć o tej małej istotce, która jest w połowie nią. Dokładnie o tej, która w połowie może być mną. Albo kimś innym. Nie chcę nawet myśleć o innej opcji, ale nie mogłaby być nieuczciwa wobec mnie?

     W szpitalu byłem pół godziny potem. Na przyjaciela trafiłem... przed oddziałem, co wywołało we mnie jeszcze większy niepokój. Oprócz niego przed wejściem stała Ana, Ann i... Sarah? Jak tych dwóch pierwszych mogłem się spodziewać, to wizyta trzeciej zbiła mnie z pantałyku.
     - Holger, ja... Tak bardzo Cię przepraszam - szepnęła Vida, przytulając się do mnie. W ludzkim odruchu delikatnie ją objąłem. A więc to jej wina?
     Serce ze strachu biło mi niesamowicie szybko, oddech był urywany i potwornie płytki. Zdawało mi się, że w powietrzu jest o wiele za mało tlenu...
     - Powie mi ktoś, co się tu stało? - zapytałem cicho. Chwilę czekałem na odpowiedź, nikomu nie spieszyło się do wyznania prawdy.
     - Twoja obrończyni naskoczyła na Rose. Jakby tego wszystkiego było jej mało - powiedziała Ana tym samym tonem, ale w nim usłyszałem ogromną dawkę jadu. Vida mnie broniła? Aż ciężko uwierzyć. - Ktoś tu chyba nie słyszał o tym, że ciężarnych się nie denerwuje.
     Brömmel, która odsunęła się ode mnie po chwili, wpatrywała się w swoje szpilki, nerwowo tupiąc jedną z nóg. Wyglądała jakby także to przeżywała. Na swój dziwny sposób.
     - Gdzie teraz jest?..
     - Lekarze zawieźli ją... Na porodówkę - to zdanie Sarze przeszło z trudem przez gardło. - Ma cesarkę, lekarze stwierdzili, że ciąży nie da się już utrzymać.
     - Zadowolona jesteś z siebie, prawda? - ryknęła Ana w stronę modelki, która zawiniła. - Wiesz, co za sobą niesie poród w trzydziestym trzecim tygodniu?!
     Nie miałem siły tego wszystkiego słuchać. Odszedłem jak najdalej nich wszystkich. Huczało mi w głowie, za dużo tych myśli, dotyczących różnych scenariuszy. Niekoniecznie tych dobrych,
     Poród w.. w trzydziestym trzecim? To...to osiem miesięcy, tak?
     Nasze życie wówczas...było jak w bajce. Była moja, tylko moja. Uśmiechnąłem się lekko, kiedy dotarła do mnie prawda. Najprawdziwsza prawda.
     Teraz mi się nie wywinie i nie ucieknie. Nie może. Urodzi... Urodzi nasze dziecko.
     Spróbuję. Teraz naprawdę, jak najbardziej poważnie. Aczkolwiek... Najpierw będę musiał pokazać, że chcę o to walczyć i nie spocznę. Mimo jej niechęci.
     Czyli kłamała, mówiąc, że nie jestem jego ojcem. Kłamała, próbując na siłę się mnie pozbyć. Może jednak nic do mnie nie czuje?

     Nie wiem, ile czasu minęło. Nie chciałem wiedziec, nie chciałem myśleć o tym wszystkim. Te myśli... Były przytłaczające, a scenariusze coraz gorsze. Pełne różnego rodzaju komplikacji... Zakryłem twarz dłońmi i czekałem na koniec tego piekła.
     - Bała się tego, że powiesz jej, że chciała Cię naciągnąć na dziecko - usłyszałem ni z tego, ni z owego kobiecym głosem. Nie odsuwałem rąk, czekałem, aż ta osoba skończy swoją wypowiedź. - Pamiętała o tym, jak mówiłeś, że nie jesteś gotowy na swoje dziecko. Pamiętała i dlatego uciekła.
     Czyli to mój błąd. Wiedziałem, że coś schrzaniłem, ale żeby przez to? Odetchnąłem ciężej, prostując się. Stała przede mną Ana, krzyżując dłonie. Jej zazwyczaj obojętny wyraz twarzy zastępował strach. Bała się o nią, były dla siebie bliskie, z tego, co mi wiadomo...
     - Kocha Cię, mimo tego, iż próbowałam wybić to jej z głowy. Uciekła, chcąc się uchronić przed zranieniem z Twojej strony.
     - Sama mnie tym skrzywdziła - wtrąciłem z bólem.
     - I potwornie tego żałuje.
     - A mimo to potrafi mówić takie rzeczy... - nie spodziewałem się, że ta "rozmowa" będzie tak trudna do odbycia.
     - Bo sądzi, że robisz to tylko i wyłącznie dla swoich korzyści, że nic do niej nie czujesz i jest dla Ciebie nikim.
     - Zawsze była dla mnie ważna. Od chwili, kiedy tylko pierwszy raz ją zobaczyłem. Utwierdzałem ją w tym wiele razy... A ona mimo to... - poczułem dziwne pieczenie oczu. Serio, to łzy? To nie czas na płacz. - Co miałaś na myśli, gdy mówiłaś o porodzie w trzydziestym trzecim tygodniu?
     - Przedwczesny poród - kolejne słowa, mimo swojego znaczenia wywołały we mnie same...pozytywne uczucia. - Wasze dziecko będzie wcześniakiem.



wiecie co, moje drogie? serce mi się łamie na samą myśl, że za miesiąc będę dodawała tu ostatni post. zżyłam się - zresztą, jak z każdym opowiadaniem - niesamowicie mocno, haha... 


4 komentarze:

  1. Błagam Domi :((( niech będzie dobrze :((((
    Holgi walcz! I się nie poddawaj! :(((
    Jak zawsze przepiękne ❤❤❤❤
    Czekam na kolejny <3
    Buziaki :****

    OdpowiedzUsuń
  2. Jejku no, niech stara się do skutku! :c
    Mam nadzieję, że w ostatnim rozdziale wszystko się wyjaśni :((
    Czekam nn <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja też urodziłam się w ósmym miesiącu i wszystko ze mną dobrze(chyba :D), więc nie ma czym się martwić! Mała urodzi się zdrowa, ta dwójka się pogodzi i wszystko będzie pięknie :D
    Czekam na nowość!

    OdpowiedzUsuń
  4. Co ty robisz ;c ma być dobrze, musi być dobrze i będzie ;c
    Czekam na kolejny ;)

    OdpowiedzUsuń