poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Spiel vierundzwanzig

     Ja... Ja nie mam nic na usprawiedliwienie tego, co zrobiłam. Okłamałam go. Świadomie sprawiłam mu ból swoimi słowami. Nie pierwszy raz. A ten wrócił, pomimo tego, iż sama odrzuciłam go w kąt. A w dodatku... Chce walczyć. A może już nie chce, bo...bo wystarczająco go zniechęciłam swoim zachowaniem i chłodem? Zadałam mu ostateczny cios, po którym sama nie byłabym w stanie się podnieść.
     Teraz siedziałam na szpitalnym łóżku, zwijając się z bólu psychicznego, wielokroć gorszego od tego, co jest po uderzeniu. Fizycznie pozostanie Ci siniak, ewentualnie blizna, a psychika? Pozostawi trwały ślad w zachowaniu. Już nie będzie tak samo.
     Byłam sama i to w każdym tego słowa znaczeniu. Maria, moja sąsiadka opuściła szpital, a prócz niej nikogo nie było w sali numer pięć. Sarah i Ana miały przyjechać wieczorem... Szczerze? Nie wiem, czy chcę je zobaczyć. Nie będą zadowolone z tego, co usłyszą...
     Czułam zwiększoną intensywność ruchów Emmy. Ta cała sytuacja najbardziej działała na nią, a nie powinna. Nie mogłam doprowadzić do tego, aby pojawiła się na tym świecie wcześniej, niż wyznaczony był termin porodu.
     Czy mógł się zmienić przez ten czas? Przecież ludzie cały czas się uczą, nabywają nowych zdolności, doświadczeń... Ale czy można też dojrzeć? Czy po prostu to chwilowa zmiana?
     Wzięłam do rąk pomiętą kartkę z jego charakterem pisma, którą przekazała mi w jego imieniu przyjaciółka. Znów wertowałam tę wiadomość słowo po słowie.
     "Dalej nie potrafię się pogodzić z Twoją stratą". Po raz kolejny pękłam, czytając tę zbitkę liter. Tęskni, brakuje mu mnie? To dlatego się tu znalazł?
     Niby dostał to, czego chciał. Widzieliśmy się twarzą w twarz, nawet udało mi się usłyszeć jego głos, podobnie jak mu mój. Znów czułam dotyk jego dłoni, dalej tak samo na mnie działa. Potrzebowałam go, a mimo to... Działałam wbrew sobie. Standardowo utrudniam sobie życie, bo po co korzystać z łaski, jaką się otrzymuje.
     "Żałuję tylu decyzji z tym związanych...". Także żałuję. Chociażby tego, że okazałam się tchórzem, który nigdy nie był gotowy na dorosłość. Mimo tych dwudziestu siedmiu lat na karku. Próbowałam przed tym uciec jak najdalej się da. Cóż, nie udało się. Za dwa miesiące będę matką, a nadal nie uporządkowałam swojego życia, umysłowo dalej jestem nieogarniętą nastolatką, która myśli, że wszystko przyjdzie od tak, kiedy pstryknę palcami.
     "Po raz kolejny uświadamiam sobie to, jak bardzo Cię zraniłem.". Wróć. Tu ja zawiniłam najbardziej, nie on. Nie ma czym się obarczać, tylko ja... W końcu to ja nawiałam, nie on.
     "Twój Holger". Tu chyba doznałam największego i najcięższego uderzenia. Oddałabym wszystko, abym miała tę świadomość, że jest mój. Miałam to na wyciągnięcie ręki i...i nie doceniłam tego. To, co mamy, uznajemy dokładnie w tym momencie, kiedy wiemy, że dana rzecz już nigdy nie wróci.

     - Powiedziałam mu, że to nie jego dziecko - to zdanie z ogromną trudnością przeszło mi przez gardło ledwo słyszalnym szeptem. Nawet nie patrzyłam się na moje towarzyszki, nie miałam odwagi tego uczynić. Dookoła panowała niezręczna cisza, słychać było tylko i wyłącznie głębokie wdechy a także wydechy. Wiedziałam, że będą na mnie złe, to było do przewidzenia. Po czasie... Też byłam na siebie zła. Jak mogłam mu to zrobić? Jak mogłam wbić nóż w serce osoby do której pałam możliwie najpiękniejszym uczuciem?
     - Wiesz, że musisz to wszystko odkręcić? - pierwsza głos zabrała Ana. Słychać było złość i irytację na mnie. W końcu podniosłam wzrok. Sarah patrzyła się na mnie...zawiedzona, a druga z przyjaciółek zaciskała dłonie na metalowej rurce łóżka, wpatrując się w ścianę. Mimo tego wszystkiego... Standardowo utrudniałam sobie egzystencję. 
     - Nie jest mi potrzebny.
     To było słabe kłamstwo i na pewno żadna z nich nie potrafiła w to uwierzyć. Patrzyły się na siebie, milcząc. Skupiłam uwagę na brzuchu, do którego przyłożyłam dłonie. To, co robiłam za nic w świecie nie miało zwiastować tego, że kiedykolwiek będzie dobrze. Prędzej meteoryt spadnie mi na głowę, niż moje życie zacznie wieść się w samych pozytywach.
     Uciążliwą ciszę przerwało trzaśnięcie drzwi. Przestraszyłam się i podskoczyłam.
     - Rosalie Hiltzberg - powiedział stanowczy kobiecy głos, który nie należał do moich gości.      Przeniosłam wzrok w stronę dobywającego się dźwięku. Ann Kathrin Brömmel. I to nie sama. Obok niej był Mario Götze. Nie był za zbytnio szczęśliwy, czyli taki, jakim go pamiętałam. Zaciskał wargi, latając wzrokiem po całym pomieszczeniu.
     Modelka weszła pewnym krokiem do środka, stukając denerwująco obcasami o podłogę. Jak dobrze, że ludzie nie mają zdolności ciskania piorunami, bo tak to bym już dawno nie żyła. I to przez nią.
     - Chyba żeś powariowała! - widzę, że nie tylko ja tu mam problemy z emocjami. Z głową też, bo prowadzę sama ze sobą dialog. - Wiesz, co zrobiłaś? Jesteś świadoma, ile bólu mu wyrządziłaś? Pomyślałaś chociaż przez chwilę o dziecku?!
     Znów się powtarzała, ale... Miała rację. Cholernie bolącą rację. 
     Łzy cisnęły mi się do oczu i znów zaczął mi towarzyszyć dobrze znany ból w dole brzucha. Z ust wyrwał mi się głośniejszy jęk, mała wierzgała się nerwowo, chociaż normalnie o tej porze ruchy były naprawdę minimalne. Zacisnęłam dłonie na brzuchu, jakby to miało zniwelować ból, którego nie dało się określić słowami. W połączeniu z tym psychicznym dawało niezłą mieszankę wybuchową, nie do zniesienia wręcz.
     Z krzykiem opadłam na poduszki. Serce waliło mi niczym młot, powietrze z trudem dostawało się do płuc. Czułam, że się duszę, miałam mroczki przed oczami. Ostatnie, co pamiętam, to ręce Any zaciskające się na moich ramionach i jej niezrozumiały głos.



PRZEPRASZAM, nie chciałam xd no ale...musiało tak wyjść. 
spokojnie, gorzej już chyba nie będzie. 


5 komentarzy:

  1. No i co narobiłaś najlepszego T_T
    Przeciez ona musi powiedziec prawdę Holgerowi, bo biedak całkowicie się załamie...;-;

    OdpowiedzUsuń
  2. Aj ty łobuzie :(((
    Mam nadzieję, że nic się nie stanie :'(((
    Inaczej do ciebie dojade :ccccc
    Piękny❤❤❤❤
    Czekam na kolejny <3
    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj.. Teraz to się dopiero porobiło. Jeśli ta dwójka przyjechała interweniować to jest kiepsko.

    Czekam na nowość!

    OdpowiedzUsuń
  4. CO TY WYRABIASZ W TYM OPOWIADANIU TO LUDZKIE POJĘCIE PRZECHODZI. :(
    Oni muszą być razem, bo są dla siebie stworzeni! :<
    Ona musi mu to wszystko jakoś wyjaśnić,
    wytłumaczyć, bo nie wiem co ja zrobię... :(
    Czekam na kolejny! <3
    Rozdział świetny, mimo że tak pokręciłaś XD :*

    OdpowiedzUsuń
  5. No i co ty robisz co? Jak możesz? Za co?
    Götze chuj jebany i nie tylko tutaj...
    Czekam na kolejny :)


    Żaneta FastFamily

    OdpowiedzUsuń