Ana była ze mną cały wieczor, dopóki pielęgniarki nie kazały jej wyjść, mówiąc, że czas wizyt dobiegł końca. A tak naprawdę to kazałam jej tak długo siedzieć, bo nie chciałam zostać sama, gdyż to było do przewidzenia, że moje myśli powędrują osiemdziesiąt kilometrów stąd, do miejsca, w którym...chyba nie chciałam być.
Ten list zdążyłam przeczytać przez ten czas tyle razy, że znałam już większość jego treści. Za każdym razem kiedy zerkałam na tę zbitkę liter, to chciało mi się płakać. Ja... Ja naprawdę nie wiedziałam, co robić. Nie chcąc być zraniona... Sama uciekłam się do krzywdzenia tego, na którym najbardziej mi zależało. A on? Nawet nie wiedział, co poczułam po tym, jak wtedy powiedział o tym, że...że po prostu nie jest na to gotowy. Nawet jeśli nie był świadomy tego, co czeka nas niedługo potem.
Znów się znalazłam w ciężkiej sytuacji. Świetnie, prawda?
Też się nie spodziewałam tego, co mnie spotkało. Liczyłam na Utopię, kiedy w końcu znajdę kogoś, kto spróbuje odwzajemnić moje uczucia. Te cztery miesiące z nim były wspaniałe, wyłączając rzecz jasna te chwile, kiedy to wszystko zaczęło się rujnować...
Chciałam znaleźć swoją ostoję spokoju, wsparcie w możliwie najlepszej postaci, kogoś, kto po prostu będzie... Miałam to, nawet jeśli miało to być tylko i wyłącznie dla jego korzyści w medialnym świecie. Nawet, jeśli to wszystko było udawane z jego strony. Przez te tygodnie nakręciłam się jak idiotka i teraz za to muszę cierpieć. Nie szkoda mi siebie, bo mogłam powiedzieć "stop" w każdej chwili, prawda? Żal mi tego, jak bardzo ciężko będzie miała Emma, owoc naszego układu, zlecenia i sztucznego związku w jednym.
Ten list zdążyłam przeczytać przez ten czas tyle razy, że znałam już większość jego treści. Za każdym razem kiedy zerkałam na tę zbitkę liter, to chciało mi się płakać. Ja... Ja naprawdę nie wiedziałam, co robić. Nie chcąc być zraniona... Sama uciekłam się do krzywdzenia tego, na którym najbardziej mi zależało. A on? Nawet nie wiedział, co poczułam po tym, jak wtedy powiedział o tym, że...że po prostu nie jest na to gotowy. Nawet jeśli nie był świadomy tego, co czeka nas niedługo potem.
Znów się znalazłam w ciężkiej sytuacji. Świetnie, prawda?
Też się nie spodziewałam tego, co mnie spotkało. Liczyłam na Utopię, kiedy w końcu znajdę kogoś, kto spróbuje odwzajemnić moje uczucia. Te cztery miesiące z nim były wspaniałe, wyłączając rzecz jasna te chwile, kiedy to wszystko zaczęło się rujnować...
Chciałam znaleźć swoją ostoję spokoju, wsparcie w możliwie najlepszej postaci, kogoś, kto po prostu będzie... Miałam to, nawet jeśli miało to być tylko i wyłącznie dla jego korzyści w medialnym świecie. Nawet, jeśli to wszystko było udawane z jego strony. Przez te tygodnie nakręciłam się jak idiotka i teraz za to muszę cierpieć. Nie szkoda mi siebie, bo mogłam powiedzieć "stop" w każdej chwili, prawda? Żal mi tego, jak bardzo ciężko będzie miała Emma, owoc naszego układu, zlecenia i sztucznego związku w jednym.
Rankiem przyjaciółka znów mnie odwiedziła. Jednakże nie sama. Była z nią Sarah, wyraźnie czymś podenerwowana.
- Rose, słonko! - pisnęła, widząc mnie w możliwie najgorszym stan ie emocjonalnym-miałam worki pod oczami, a na policzkach widniały strużki po wylanych łzach. - Co się stało? Wszystko z Wami dobrze?
- Z Małą tak, a ze mną... Jest coraz gorzej - szepnęłam po dłuższej chwili. Moja sąsiadka z sali siedziała, czytając książkę. Jakby w ogóle nie zwracała na nas uwagi. - Chodźmy się przejść.
Powoli wstałam i ciągnąc za sobą kroplówkę udałyśmy się na spacer po korytarzu oddziału. Opowiedziałam pannie Brandner wszystko jeszcze raz. Mimo tego, że dowiedziała się, w jakich okolicznościach się z nim poznałam, dalej przy mnie była. Była odrobinę urażona tym, że ukrywaliśmy prawdę przed wszystkimi, ale...dobrze wiadomo, czemu to robiliśmy.
- Dawno go nie widziałam, ale jeśli tylko chcesz... Mogę z nim porozmawiać - momentalnie zamarłam, nerwowo zaprzeczając. Ta, mylnie interpretując moje zachowanie, poprowadziła mnie na ławkę i usadziła na niej.
- Nie chcę, aby wracał do mojego życia.
- Zraniłaś go, podobnie jak on Ciebie. Jesteście kwita, więc czemu nie możecie spróbować? Za dwa miesiące urodzisz jego dziecko, wyglądacie na dorosłych, chociaż tacy nie jesteście... - mówiąc to, chodziła dookoła mnie.
- Uciekłam przed konsekwencjami tego, co się stało...
- Myślisz, że to takie dorosłe? Problemy trzeba rozwiązywać, a przynajmniej starać się tak zrobić, a nie uciekać. To takie szczeniackie - kucnęła przede mną, chwytając moje chłodne dłonie. Za oknem ponad dwadzieścia pięć stopni, a ja marznę. Serce szczególnie.
- Masz jeszcze osiem tygodni, aby to wszystko naprawić.
- Czemu akurat osiem? - spytałąm, unosząc brwi ku górze.
- Bo Emma ma mieć pełną rodzinę. Choćby nie wiem co.
- Rose, słonko! - pisnęła, widząc mnie w możliwie najgorszym stan ie emocjonalnym-miałam worki pod oczami, a na policzkach widniały strużki po wylanych łzach. - Co się stało? Wszystko z Wami dobrze?
- Z Małą tak, a ze mną... Jest coraz gorzej - szepnęłam po dłuższej chwili. Moja sąsiadka z sali siedziała, czytając książkę. Jakby w ogóle nie zwracała na nas uwagi. - Chodźmy się przejść.
Powoli wstałam i ciągnąc za sobą kroplówkę udałyśmy się na spacer po korytarzu oddziału. Opowiedziałam pannie Brandner wszystko jeszcze raz. Mimo tego, że dowiedziała się, w jakich okolicznościach się z nim poznałam, dalej przy mnie była. Była odrobinę urażona tym, że ukrywaliśmy prawdę przed wszystkimi, ale...dobrze wiadomo, czemu to robiliśmy.
- Dawno go nie widziałam, ale jeśli tylko chcesz... Mogę z nim porozmawiać - momentalnie zamarłam, nerwowo zaprzeczając. Ta, mylnie interpretując moje zachowanie, poprowadziła mnie na ławkę i usadziła na niej.
- Nie chcę, aby wracał do mojego życia.
- Zraniłaś go, podobnie jak on Ciebie. Jesteście kwita, więc czemu nie możecie spróbować? Za dwa miesiące urodzisz jego dziecko, wyglądacie na dorosłych, chociaż tacy nie jesteście... - mówiąc to, chodziła dookoła mnie.
- Uciekłam przed konsekwencjami tego, co się stało...
- Myślisz, że to takie dorosłe? Problemy trzeba rozwiązywać, a przynajmniej starać się tak zrobić, a nie uciekać. To takie szczeniackie - kucnęła przede mną, chwytając moje chłodne dłonie. Za oknem ponad dwadzieścia pięć stopni, a ja marznę. Serce szczególnie.
- Masz jeszcze osiem tygodni, aby to wszystko naprawić.
- Czemu akurat osiem? - spytałąm, unosząc brwi ku górze.
- Bo Emma ma mieć pełną rodzinę. Choćby nie wiem co.
~*~*~*~
Partnerka Goetzego powiedziała tylko, że jest w Norymberdze. To przecież tak blisko... Czemu wybrała akurat to miejsce? Nie jest jakoś specjalnie daleko... Nic mi tu nie pasuje. Skoro chciała uciec, to po cholerę znalazła się jednocześnie dość blisko? Chyba że... Tak do końca się usuwać... Naprawdę już nie wiem.
Zastanawiałem się nad tym całą drogę na Saebener Strasse. Za każdym razem, gdy tu jeździłem od jej zniknięcia, czułem dziwne ukłucie w sercu. Przecież tu miała swoje studio, aby być bliżej mnie. Jak wyszło, to każdy dobrze wie... Przecież tak czy siak nie mieliśmy dla siebie czasu.
Pierwszy treining drużynowy po wakacyjnej przerwie. To na nim miałem się koncentrować, a nie na własnym życiu prywatnym. Idziemy po szósty z rzędu tytuł najlepszej drużyny w Niemczech, a także o obronę pucharu Ligi Mistrzów i Pucharu Niemiec. Na pożegnanie Guardioli zdobyliśmy tryplet. Lepszego pożegnania nie mógł sobie wymarzyć, prawda? Pozostawił Ancelottiemu pole do popisu - musi teraz to wszystko obronić z naszą pomocą, dokonać tego, co samemu Hiszpanowi się nie udało.
To na tym powinienem się skupić, prawda? Przecież nie mam najmniejszych szans na to, że kiedykolwiek uda mi się uratować to, co zniszczyłem.
Jako że pierwszy trening był otwarty dla kibiców, mieliśmy jeszcze pozostać na boisku i rozdać autografy, porobić z nimi zdjęcia, a nawet jeśli się uda, to porozmawiać. Przecież warto spełniać marzenia innych, prawda?
Wcześniej spotykaliśmy się z włoskim szkoleniowcem. Po trzech latach za sterami Guardioli przyszedł czas na coś nowego. Całkiem innego, Carlo stosował inne metody niźli Pep.
Trening był odprężeniem dla mojego ciała, a spotkanie z kibicami ulgą dla umysłu. Chociaż na jakiś czas mogłem oderwać się od własnych rozterek. Chociaż i tak w głowie obmyślałem dalsze kroki.
Wiem, w jakim mieście się znajduje. Wiem, że jechała wczoraj do szpitala. Tylko do którego? To pozostało mi sprawdzić.
Gdy tylko znalazłem się w salonie, wziąłem ze sobą MacBooka i wpisałem w wyszukiwarce google "Szpitale Norymberga". Wyskoczyło mi pełno wyników, oraz pełno numerów. Cóż, dzień długi, a ja muszę to wiedzieć. Najlepiej jak najszybciej.
Większość klinik zaprzeczyła potrzebnej mi informacji, a ja opadałem psychicznie z sił. Zostały mi dwie możliwości - Sana-Klinik oraz Kliniken Dr. Erler. Wybrałem numer tej pierwszej i na jednym tchu wyrzuciłem z siebie tekst, który powstarzałem dziś już wielokrotnie.
- Mógłbym się dowiedzieć, czy w tym szpitalu przebywa Rosalie Hiltzberg?
Kobieta znajdująca się po drugiej stronie długo milczała, zapewne przeszukując listę pacjentów.
- Najprawdopodobniej znajduje się na ginekologii - dodałem, licząc, że jakoś to pomoże, a ja w odpowiedzi usłyszałem ciche "mhm". Drżałem coraz bardziej, telefon o mały włos nie wypadł mi z ręki, gdy tylko usłyszałem to, co mi powiedziała...
no to jak? co Holgiemu powiedziała pani dystrybutorka? :v

Dominika kuźwa no :'((((
OdpowiedzUsuńCzemu ty mi to robisz? :'((((
Nie wytrzymam :((
Czekam na kolejny <3
Buziaki :*
Hm.. W ogóle jestem zdziwiona, że jakikolwiek szpital podał takie informacje. Nie powinno się mówić takich rzeczy i to na dodatek przez telefon!
OdpowiedzUsuńCzekam na nowość :)
boze co sie porobilo tutaj
OdpowiedzUsuńmam nadzieje ze on do niej pojedzie tam
musi
to by pokazalo to, jak bardzo mu zalezy..
czekam nn<3
Nie dziwi mnie to, że zakonczyłas to w takim momencie, jak moglas? -,-
OdpowiedzUsuńZnajdzie ja, wiem to :)
Czekam.:)
Jak zawsze komentuje ostatnia, ale cóż XDD BYWA.
OdpowiedzUsuńNo wiesz... Zakończyć w takim momencie, to trzeba być Dominiką Badstuber! -.-
Czy ja się dowiem co ta dystrybutorka powiedziała, czy może nie... Ale się domyślam co tam Twoja mała główka wymyśla XD
Najważniejsze że się "prawie" odnaleźli ^^
Czekam na kolejny kochana! :*