Głos kobiety z nawigacji niesamowicie mnie irytował, ale ostatecznie udało mi się znaleźć w Norymberdze, a potem w odpowiednim szpitalu jeszcze tego samego dnia. Tak, dystrybutorka potwierdziła obecność...byłej? Nie wiem, czy mogę ją tak określić. Dobra, mniejsza. Dystrybutorka potwierdziła obecność Rosalie na ginekologii w ich instytucie. Chociaż to dobre.
Zastanawiało mnie to, czy będę na tyle odważny, aby zamienić z nią chociażby słowo po tym, jak ją zobaczę. O ile ją zobaczę. Nie, nie mogę jej nie zobaczyć, musi mi się udać.
Niepewnym krokiem znalazłem się w środku, po czym skierowałem się w stronę informacji. Szukałem, jak mogę się dostać na poszukiwany przeze mnie oddział. Wsiadłem do windy, którą opuściłem, będąc na trzecim piętrze. Przeszedłem długim korytarzem pod szklane drzwi, oznaczone napisem "Oddział ginekologii".
Moje stopy momentalnie zwolniły, wręcz się wrosły w podłogę. Był wieczór, ale jak widać jeszcze można było składać wizyty, bo nikt nie przyszedł i mnie nie wygonił stąd.
Moje serce zaczęło bić niemiłosiernie szybko, jakby się obawiało tego, co zaraz zobaczy. Co, jeśli znalazła sobie kogoś przez ten czas? A co, jeśli...jeśli to jednak nie moje dziecko? Gdzie, przecież Ann mówiła, że wygląda jakby niedługo miała urodzić... Ugh, zdecydowanie za dużo myślę. Mogłem wtedy myśleć, a nie dopiero po fakcie, prawda?
Uważnie się rozglądałem przez szklane szyby, poszukując kobiety, do której uczucie zrozumiałem dopiero po jej zniknięciu. Pierwsze dwie sale były zawiedzeniem, kolejne tak samo. Dopiero przy piątych drzwiach...
Na łóżku bliżej wyjścia siedziała blondynka z ogromnym brzuszkiem. Uśmiechała się, głowę kierując w dół. Dłońmi go głaskała, wydawało się, że...że do niego mówi. Poczułem takie dziwne uczucie w okolicy serca. Przyjemne i to potwornie bardzo. To musiała być ona!
Sięgnęła dłonią do szafki, z której coś wyjęła. Kartkę. Zauważyłem zmianę w jej nastroju, a ja poczułem dziwny ścisk w żołądku.
- Szuka pan kogoś? - drgnąłem, przenosząc wzrok na pielęgniarkę, która do mnie mówiła.
- Nie... znaczy się tak. Chyba znalazłem - zawahałem się. Skąd miałem mieć pewność, że moja wyobraźnia nie płata figla?
- Proszę się pospieszyć, niedługo kończy się czas wizyt - powiedziała, odchodząc. Znów wróciłem do poprzedniej pozycji. Ta ani drgnęła, więc mogłem bez problemu ją obserwować.
Miałem szczęście, że była sama. Jeśli ktoś by mnie zobaczył... Byłoby ciężko. A nadal nie zdobyłem się na odwagę, aby móc tam wejść.
Tak, to prawda. Jestem tchórzem. Tym bardziej jeśli chodzi o takiego rodzaju sprawy. Po prostu... Nie nadaję się do życia wraz z kimkolwiek, ranię wszystkich dookoła swoją obojętnością i egoizmem. I za to płaci w większości ktoś, kto pojawia się w nim. W tym przypadku jest to Rosalie i...Dziecko.
Zastanawiało mnie to, czy będę na tyle odważny, aby zamienić z nią chociażby słowo po tym, jak ją zobaczę. O ile ją zobaczę. Nie, nie mogę jej nie zobaczyć, musi mi się udać.
Niepewnym krokiem znalazłem się w środku, po czym skierowałem się w stronę informacji. Szukałem, jak mogę się dostać na poszukiwany przeze mnie oddział. Wsiadłem do windy, którą opuściłem, będąc na trzecim piętrze. Przeszedłem długim korytarzem pod szklane drzwi, oznaczone napisem "Oddział ginekologii".
Moje stopy momentalnie zwolniły, wręcz się wrosły w podłogę. Był wieczór, ale jak widać jeszcze można było składać wizyty, bo nikt nie przyszedł i mnie nie wygonił stąd.
Moje serce zaczęło bić niemiłosiernie szybko, jakby się obawiało tego, co zaraz zobaczy. Co, jeśli znalazła sobie kogoś przez ten czas? A co, jeśli...jeśli to jednak nie moje dziecko? Gdzie, przecież Ann mówiła, że wygląda jakby niedługo miała urodzić... Ugh, zdecydowanie za dużo myślę. Mogłem wtedy myśleć, a nie dopiero po fakcie, prawda?
Uważnie się rozglądałem przez szklane szyby, poszukując kobiety, do której uczucie zrozumiałem dopiero po jej zniknięciu. Pierwsze dwie sale były zawiedzeniem, kolejne tak samo. Dopiero przy piątych drzwiach...
Na łóżku bliżej wyjścia siedziała blondynka z ogromnym brzuszkiem. Uśmiechała się, głowę kierując w dół. Dłońmi go głaskała, wydawało się, że...że do niego mówi. Poczułem takie dziwne uczucie w okolicy serca. Przyjemne i to potwornie bardzo. To musiała być ona!
Sięgnęła dłonią do szafki, z której coś wyjęła. Kartkę. Zauważyłem zmianę w jej nastroju, a ja poczułem dziwny ścisk w żołądku.
- Szuka pan kogoś? - drgnąłem, przenosząc wzrok na pielęgniarkę, która do mnie mówiła.
- Nie... znaczy się tak. Chyba znalazłem - zawahałem się. Skąd miałem mieć pewność, że moja wyobraźnia nie płata figla?
- Proszę się pospieszyć, niedługo kończy się czas wizyt - powiedziała, odchodząc. Znów wróciłem do poprzedniej pozycji. Ta ani drgnęła, więc mogłem bez problemu ją obserwować.
Miałem szczęście, że była sama. Jeśli ktoś by mnie zobaczył... Byłoby ciężko. A nadal nie zdobyłem się na odwagę, aby móc tam wejść.
Tak, to prawda. Jestem tchórzem. Tym bardziej jeśli chodzi o takiego rodzaju sprawy. Po prostu... Nie nadaję się do życia wraz z kimkolwiek, ranię wszystkich dookoła swoją obojętnością i egoizmem. I za to płaci w większości ktoś, kto pojawia się w nim. W tym przypadku jest to Rosalie i...Dziecko.
~*~*~*~
- Odwiedzał Cię ktoś? - spytała moja "współlokatorka" o imieniu Marie. Uniosłam brwi do góry, patrząc się na nią jak na człowieka urwanego z kosmosu. Leżałam tu drugi dzień, a była tu tylko i wyłącznie Sarah i Ana. Nikt inny.
- Nie, a czemu pytasz?
- Bo przed drzwiami widziałam jakiegoś faceta - faceta? Nie przesadzajmy, kto płci męskiej mógłby mnie odwiedzać? Liam? Przecież uprzedziłby mnie przed swoją wizytą.
- Jak wyglądał? - spytałam wyraźnie zainteresowana.
- Widziałam, że miał blond włosy, takie trochę dłuższe, niedbale ułożone. Stał bokiem, więc za dużo nie mogę Ci powiedzieć. Ale za to Lars wspominał, że skądś go kojarzy, ale za nic w świecie nie mogę sobie przypomnieć nazwiska, jakie wypowiadał - powiedziała całkiem nieświadoma tego, co wtedy się ze mną działo.
Blond włosy, tak? Skądś go kojarzy, tak? Zacisnęłam wargi w wąską linię. To nie może być prawda... Miałam przestać dla niego istnieć wraz z dniem, kiedy to opuściłam to miasto. Miałam nigdy więcej go nie zobaczyć, ten rozdział miał być zamknięty. Właśnie, miał.
Opadłam na poduszki. Dzięki trosce przyjaciółki, która przywiozła mi moje z mieszkania, mogłam chociaż w niewielkim stopniu czuć się lepiej. Przecież nic nam nie było, a musiałam tu tkwić jeszcze durne pięć dni! Za co? No, za co?
- Rosalie... Stało się coś? Wiesz, kim mógł być ten ktoś?
Westchnęłam ciężko. Nie chciałam się dzielić tym z kimś, kogo praktycznie nie znam i nie wiem, czy mogę ufać. Musiałam przefiltrować wszystko, co wiem, co mogłam jej powiedzieć... Musiałam skłamać.
- Prawdopodobnie masz na myśli mojego byłego.
W nocy nie mogłam spać. Przerażała mnie myśl o tym, że mógł tu być. Tak blisko... Jak mogłam tego nie zauważyć przez zaszklone drzwi? Aż taka ślepa jestem, czy on aż tak dobrze się ukrywał?
W dodatku czułam, że mój stres i zdenerwowanie mogą źle działać na moją córeczkę. Moją, tylko moją. On nie ma z nią nic wspólnego, prócz tego, że ją spłodził. I nie będzie miał, nawet jeśli będę postępować jak najgorsza matka. Przecież mówił, że nie jest na to gotowy! Co, tak nagle mu przeszło? Nagle dojrzał, zmądrzał? Teraz? Po takim czasie? Czy może jestem mu potrzebna tylko po to, aby znów nie był oczerniany? Moje dziecko też ma przez to cierpieć? Nie wystarczy, że robię to ja?
Marie spoglądała na mnie z zagadkowym wyrazem twarzy. Wyglądała na zamyśloną nad czymś, ale nie mogłam za nic odgadnąć nad czym tak rozmyślała.
Przed śniadaniem zabrano mnie na badanie USG na trzydziesty drugi tydzień ciąży. Nie mogłam się doczekać widoku mojego małego skarba przez ultrasonograf.
- No proszę, jaka duża! - zachwycała się lekarka, gdy trzymała w dłoniach kartkę z wynikami. - 2050 gram oraz 48 centymetrów!
Uśmiechnęłam się. To dobry znak, prawda? Medyczka wręczyła mi wyniki badań i ujęcia z badania.
- Proszę pamiętać o tym, aby unikać sytuacji stresowych oraz się nie przemęczać.
Pokiwałam głową i się pożegnałam. Na szczęście nie doskwierały mi straszne bóle pleców, nie przemęczałam się, a sytuacje stresowe... Chyba to pozostawię bez komentarza.
- Nie, a czemu pytasz?
- Bo przed drzwiami widziałam jakiegoś faceta - faceta? Nie przesadzajmy, kto płci męskiej mógłby mnie odwiedzać? Liam? Przecież uprzedziłby mnie przed swoją wizytą.
- Jak wyglądał? - spytałam wyraźnie zainteresowana.
- Widziałam, że miał blond włosy, takie trochę dłuższe, niedbale ułożone. Stał bokiem, więc za dużo nie mogę Ci powiedzieć. Ale za to Lars wspominał, że skądś go kojarzy, ale za nic w świecie nie mogę sobie przypomnieć nazwiska, jakie wypowiadał - powiedziała całkiem nieświadoma tego, co wtedy się ze mną działo.
Blond włosy, tak? Skądś go kojarzy, tak? Zacisnęłam wargi w wąską linię. To nie może być prawda... Miałam przestać dla niego istnieć wraz z dniem, kiedy to opuściłam to miasto. Miałam nigdy więcej go nie zobaczyć, ten rozdział miał być zamknięty. Właśnie, miał.
Opadłam na poduszki. Dzięki trosce przyjaciółki, która przywiozła mi moje z mieszkania, mogłam chociaż w niewielkim stopniu czuć się lepiej. Przecież nic nam nie było, a musiałam tu tkwić jeszcze durne pięć dni! Za co? No, za co?
- Rosalie... Stało się coś? Wiesz, kim mógł być ten ktoś?
Westchnęłam ciężko. Nie chciałam się dzielić tym z kimś, kogo praktycznie nie znam i nie wiem, czy mogę ufać. Musiałam przefiltrować wszystko, co wiem, co mogłam jej powiedzieć... Musiałam skłamać.
- Prawdopodobnie masz na myśli mojego byłego.
W nocy nie mogłam spać. Przerażała mnie myśl o tym, że mógł tu być. Tak blisko... Jak mogłam tego nie zauważyć przez zaszklone drzwi? Aż taka ślepa jestem, czy on aż tak dobrze się ukrywał?
W dodatku czułam, że mój stres i zdenerwowanie mogą źle działać na moją córeczkę. Moją, tylko moją. On nie ma z nią nic wspólnego, prócz tego, że ją spłodził. I nie będzie miał, nawet jeśli będę postępować jak najgorsza matka. Przecież mówił, że nie jest na to gotowy! Co, tak nagle mu przeszło? Nagle dojrzał, zmądrzał? Teraz? Po takim czasie? Czy może jestem mu potrzebna tylko po to, aby znów nie był oczerniany? Moje dziecko też ma przez to cierpieć? Nie wystarczy, że robię to ja?
Marie spoglądała na mnie z zagadkowym wyrazem twarzy. Wyglądała na zamyśloną nad czymś, ale nie mogłam za nic odgadnąć nad czym tak rozmyślała.
Przed śniadaniem zabrano mnie na badanie USG na trzydziesty drugi tydzień ciąży. Nie mogłam się doczekać widoku mojego małego skarba przez ultrasonograf.
- No proszę, jaka duża! - zachwycała się lekarka, gdy trzymała w dłoniach kartkę z wynikami. - 2050 gram oraz 48 centymetrów!
Uśmiechnęłam się. To dobry znak, prawda? Medyczka wręczyła mi wyniki badań i ujęcia z badania.
- Proszę pamiętać o tym, aby unikać sytuacji stresowych oraz się nie przemęczać.
Pokiwałam głową i się pożegnałam. Na szczęście nie doskwierały mi straszne bóle pleców, nie przemęczałam się, a sytuacje stresowe... Chyba to pozostawię bez komentarza.
no hej! chyba mnie zabijecie za to, co planuję zrobić, ale cóż, dla mnie to nic nowego XD
pozostawiam Wam rozdział, a ja tymczasem lecę się stresować przed moimi małymi debrami Bawarii. miłej lektury, kochane!

Ja nie wiem co Ci kiedyś zrobię no :(((
OdpowiedzUsuńDominika błagam :(((
Tylko nie to o czym myśle :((
Piękny jak zawsze ❤
Czekam na kolejny <3
Buziaki :*
nie nie nie, jeżeli zrobisz to o czym własnie pomyślałam...nie, tak nie wolno T_T
OdpowiedzUsuńdlaczego już nie może być wszystko dobrze :c ugh!
czekam na kolejny<3
Uduszę jak coś zrobisz 🙅 Czemu on tam nie wszedł? Czemu stał tylko za szybą?🙅 Tchórz 🙅 Oszczędź jej już może? Chyba nie zrobisz tego o czym ja myślę? 😱 Nie zrobisz prawda?😱
OdpowiedzUsuńCzekam na kolejny 💜
Ech.. Co za tchórz! Tyle starań, telefonów, a on nic. Po prostu debil, a nie facet.
OdpowiedzUsuńCzekam na nowość!
On mnie załamuje swoim zachowaniem.. No jak tak mógł stchórzyć? -.-
OdpowiedzUsuńOj Dominiko... Jak Ty lubisz mieszać w ich życiu, to mnie to tak denerwuje że omg!
Czekam na kolejny! :*