poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Spiel dreiundzwanzig

     Kolejnego dnia byłem już tam o poranku. Uroki dnia wolnego od treningów i tego, że nie miałem gdzie się podziać i na czym się skupić. Całą noc zastanawiałem się nad tym, przemyślałem wszystkie 'za' i 'przeciw' i...postanowiłem, że tym razem spróbuję zawalczyć o swoje. Tak samo jak walczyłem każdorazowo o powrót do gry, to tym razem też zawalczę...z tą różnicą, że o swoje szczęście. W sumie... Nie tylko swoje, także o szczęście Rosalie, a także jej...naszego dziecka. Nie widzę innej opcji, nie może ona istnieć. Dziecko, które Rose nosi pod sercem musi być też moje.
     Teraz nie wahałem się, wkraczając na teren szpitala, czy także oddziału ginekologicznego. Pewnym krokiem podszedłem pod szklane drzwi, przy których było oznaczenie, że to sala numer pięć. Sala, w której przebywała. Miałem otwierać, gdy zauważyłem, że pomieszczenie jest puste. To mnie powstrzymało. A także... Czyjeś głośne wciągnięcie powietrza.
     Powoli się odwróciłem, próbując zachować emocje na wodzy. To ona. Moja Rosalie. Siedziała na wózku, który znajdował się tuż przede mną. Zaciskała wargi, spoglądając w dół.
     - Proszę się odsunąć, wiozę pacjentkę - powiedziała chłodno pielęgniarka, inna, niż ta wczoraj. Odruchowo przepuściłem je w drzwiach, po czym zamknąłem je za sobą. Ciężarna powoli się podniosła z wózka i zajęła miejsce na łóżku, a kobieta w kitlu spojrzała na mnie wrogo, gdy mnie mijała, znikając z sali.
     Poczułem jak mój żołądek zaciska się w supełek, oraz, że zasycha mi w gardle. Przełknąłem kilkakrotnie ślinę, niepewnie stawiając kroki naprzód, aby być jak najbliżej niej.
     Nawet się na mnie nie patrzyła. Miała spuszczoną głowę, a dłonie trzymała na brzuchu. Słyszałem jej urywany oddech. Nie potrafiłem się odezwać. Wydawało się, jakbym nagle stracił mowę, a w dodatku miałem totalną pustkę w głowie. Oniemiałem, kiedy tylko znów miałem możliwość zobaczenia jej na żywo. Wyglądała tak...cudownie, zresztą niemal jak zawsze. Niemal, gdyż bywały chwile, że była jeszcze bardziej wspanialsza. Miałem tu na myśli te, kiedy była tylko dla mnie i...pode mną. Kiedy to zatracała się wraz ze mną na wyżynach szczytu i spełnienia... Chwile, które...które mogły już nie wrócić.
     - Rose... - w końcu wydostało się z moich spierzchniętych warg. Zwilżyłem je językiem, dalej się na nią patrząc. Minęło dobre kilka minut tej niekomfortowej ciszy, a ja nadal nie potrafiłem się zebrać do kupy, aby powiedzieć to, o czym myślałem przez ostatnie godziny. Dowiedzieć się tego, co się z nią działo. Chciałem też potwierdzić myśli Ann oraz moje. O tym, że to ja jestem ojcem tego dziecka.
     - Czemu znów zawitałeś w moim życiu - z łatwością dało się usłyszeć, że zmusza się do tak oschłego tonu. Potwierdził to fakt, że dalej nie podnosiła wzroku.
     - Nie potrafiłem o Tobie zapomnieć.
     - Tak? Na pewno? Czy to może kolejna zagrywka, która mnie uwięzi w Twoich sidłach? - te wredne odzywki nie tylko mi sprawiały ból. Także cierpiała, wypowiadając każdą, nawet najmniejszą głoskę, próbując wsadzić w nią tyle jadu, ile się tylko da. Nie udawało się jej, każde słowo z trudnością przechodziło jej przez usta.
     Podszedłem jeszcze bliżej i przysiadłem na skraju łóżka. Wyciągnąłem rękę przed siebie i dotknąłem jednej z jej dłoni. Zadrżała, a z jej warg wydostało się głośniejsze odetchnęcie.
     - Odsuń się i stąd wyjdź - wysyczała praktycznie łamiącym się głosem po kolejnej chwili ciszy. 
     - Nie zrobię tego - odszepnąłem, a ona zacisnęła tę dłoń w pięść. Znów milczeliśmy, powoli zbierałem się do kupy. - Rosalie... Czemu to zrobiłaś? Czemu tak po prostu mnie zostawiłaś?
     Milczała. Nie potrafiła tego uzasadnić.
     - Zostaw mnie w spokoju. Nie istnieję dla Ciebie.
     - A dziecko? Pomyślałaś chociaż przez chwilę o nim? - zadałem kolejne pytanie, licząc, że tym razem mi na nie odpowie.
     - Co Cię to interesuje? Tak szybko zaczęły Cię interesować takie sprawy? - w końcu spojrzała na mnie. Jej oczy były zaszklone, a wzrok taki...smutny? Pusty?
     - Tak, bo jestem przekonany, że to moje dziecko.
     Przez chwilę wpatrywaliśmy się w siebie. Jej policzki co chwilę były nadmuchiwane przez powietrze. Próbowała się uspokoić...
     - Kto Ci powiedział, że to może być Twoje dziecko? - to pytanie uderzyło we mnie ze zdwojoną siłą.      Mogło ono nie być moje?.. - Kto Ci powiedział, że nie mam tu kogoś? Kogoś, kto w przeciwieństwie do Ciebie mnie kocha?
     Mówiła cicho i szybko. Gdybym się nie skupił, zapewne bym nie usłyszał słów, które zraniły jeszcze bardziej. Miała rację... Po części. Nigdy nie wiedziała, co tak naprawdę do niej czułem, w sumie z początku też nie wiedziałem. Ale teraz? Jestem pewny tego, że ją kocham. Oraz pewien tego, że tym razem postąpię inaczej.
     - Rosalie...
     - Nie jesteś ojcem mojego dziecka, zrozum - oświadczyła, a ja zdębiałem. Nie byłem na to gotowy. - A teraz zostaw mnie w spokoju. Raz na zawsze...
     - Ale...
     - Wyjdź, już! - podniosła głos, po chwili jęcząc z bólu. - Widzisz, ile złego już narobiłeś? - wysapała kiedy tylko wyglądało na to, że jest trochę lepiej. - Nie mogę się denerwować, a Ty mi w tym nie pomagasz.
     - Wyjdę, ale... Jeszcze tu wrócę, Rose. Wrócę po swoje.
     Zabrzmiało to jak groźba, prawda? Nie miało nią być. Ostrożnie się podniosłem i ruszyłem w stronę wyjścia, nawet nie odwracając się za siebie. Gdybym tylko to uczynił, postąpiłbym wbrew jej woli - zostałbym i porwał w swoje ramiona. Pokazałbym, że...że dojrzałem, że się zmieniłem i...Że jestem gotowy.

     Niestety mój cel nie został osiągnięty. Fakt, chciałem z nią porozmawiać, ale miałem nadzieję, że ta rozmowa przebiegnie odrobinę łagodniej. Nie potrafiłem jakoś uwierzyć w jej słowa, nie brzmiały przekonująco. Ale czy byłaby w stanie mnie okłamać tylko dlatego, aby zniechęcić mnie do jej osoby? Abym odczepił się i dał jej spokój?


wiecie, że Was kocham, co nie? wiecie, że lubię też Was denerwować? XD


5 komentarzy:

  1. To jego dziecko, na 100 :) Niech jeszcze raz spróbują, każdy zasługuje na drugą szansę :)
    Czekam na kolejny :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Sialalala Holger walcz i się nie poddawaj!!! :DD
    Cudowny ❤
    Przepraszam, że tak krótko :(((
    Czekam na kolejny <3
    Buziaki :**

    OdpowiedzUsuń
  3. No jak ona mogła go tak potraktować!!! :(
    On się stara chce pokazać że mu zależy, a Rose co T_T
    Mam nadzieję, że jej przejdzie i wszystko się ułoży
    Czekam na kolejny<3

    OdpowiedzUsuń
  4. Obawiam się, że ta dwójka naprawdę się nie dogada. Ja rozumiem, że zranił Rose, ale będą mieli dziecko i to właśnie dla niego powinni się postarać. Normalna rozmowa na początek by wystarczyła :)
    Czekam na nowość!

    OdpowiedzUsuń
  5. No ale.. Ej! :(
    Miało być wszystko happy i szczęśliwi, a tu bach! :< To nie fajne..
    Teraz Holgerze masz wziąć się za siebie i walczyć o swoją miłość i o dzidziusia! <3
    Bo skończy się wszystko ładnie i szczęśliwie? Prawda? ;(
    Czekam na następny i pozdrawiam gorąco! </3
    Buźki! :*

    OdpowiedzUsuń