W Nowy Rok przespałam większość dnia w hotelowym pokoju. Z nim, przy nim, czując na sobie jego dotyk, przez który wręcz oszalałam. A weekend postanowiliśmy wykorzystać w możliwie najlepszy sposób, ponieważ od kolejnego tygodnia każde zaczyna swoją pracę. Uh, te początki... Są najgorsze.
W poniedziałek wychodząc ze studia, zauważyłam znajomą postać... Postać, z którą nie byłam w najlepszych kontaktach...
- Rosalie! - zawołała, podbiegając do mnie. Przytuliła mnie do siebie na powitanie. Jak mi tego brakowało... - Bajecznie wyglądasz!
- Witaj, kochana - odwzajemniłam uścisk. - Ty także! Co u Ciebie słychać?
- A nic ciekawego... Od kiedy odeszłaś, szef zalicza spadek formy... Zresztą, co będziemy gadać na środku miasta przed jakimś lokalem. Chodźmy do kawiarni, niedaleko jest jedna.
Odsunęła się i zagadane ruszyłyśmy przed siebie. Po kilku minutach spaceru znalazłyśmy się u celu. Zajęłyśmy miejsce przy stoliku w odległym krańcu sali i po złożeniu zamówienia wznowiłyśmy cichą konwersację.
- Witaj, kochana - odwzajemniłam uścisk. - Ty także! Co u Ciebie słychać?
- A nic ciekawego... Od kiedy odeszłaś, szef zalicza spadek formy... Zresztą, co będziemy gadać na środku miasta przed jakimś lokalem. Chodźmy do kawiarni, niedaleko jest jedna.
Odsunęła się i zagadane ruszyłyśmy przed siebie. Po kilku minutach spaceru znalazłyśmy się u celu. Zajęłyśmy miejsce przy stoliku w odległym krańcu sali i po złożeniu zamówienia wznowiłyśmy cichą konwersację.
- Jak... Jak wyglądają z nim sprawy? - zapytała w pewnym momencie, nerwowo splątując dłonie. Nie spodziewałam się, że poruszy ten temat. Zerknęłam na nią. Była spięta, myślała, że się wnerwię. Nie zdenerowałam się, cieszyła mnie jej troska co do mojej osoby. Chociaż ktoś się mną przejmował.
- Ana... - zacisnęłam wargi. - Chyba w to wpadłam - jej twarz momentalnie pobladła. Wyglądała na to, że spodziewa się takich słów, ale... I tak ją to zaskoczyło.
- Boję się o Ciebie, Rosalie. W ogóle jak wyglądają relacje pomiędzy Wami?..
Zasępiłam się. No właśnie... Jak to wygląda? Dla postronnego obserwatora jesteśmy jak para, w rzeczywistości nią nie będąc. Widać, że nie tylko mi to wszystko sprawia przyjemność. Nie chcę udawać, nie chcę przed nią kłamać...
- Ja... Naprawdę nie wiem. Boję się, że jeśli za bardzo się w to wkręcę, to on powie, że to koniec... A ja tego nie chcę...
- Rose, w co Ty się wpakowałaś?
- Nie kontrolowałam tego... Myślisz, że byłam świadoma każdej chwili? Gdybyś była na moim miejscu...
- ...Ale nie jestem - wtrąciła chłodno, ściągając mnie na ziemię. Zawsze to robiła, gdy za bardzo bujałam w chmurach.
- Gdybyś na nim była, to jestem w stanie Ci zagwarantować, że nie potrafiłabyś się wstrzymać, uległabyś TEMU urokowi.
- Wiesz, że siedzę w tym dłużej i wiesz, że on na mnie nie działa - przez dłuższą chwilę patrzyłyśmy się na siebie bez słowa. - Czy Wy... No wiesz. Doszło do tego?
Odetchnęłam ciężej, spuszczając głowę w dół. Nic nie powiedziała, już się domyśliła.
- Proszę Cię jak przyjaciółkę, spróbuj nie popełnić żadnej głupoty z nim. A jeśli już się to stanie... Nie zostawiaj mnie bez słowa wyjaśnienia - poprosiła, chwytając moją dłoń. Nie wiedziałam, co powiedzieć. Ona naprawdę się o mnie bała... Pokiwałam głową, zaciskając wargi.
W środę popołudniu miałam sesję z Sarą. Chociaż słowo "sesja" jest tu potwornie naciągane. Co nie znaczy, że nie zrobiłam żadnych zdjęć! Po prostu w trakcie ich wykonywania dużo rozmawiałyśmy, wzajemnie się poznawałyśmy.
Przedpołudniem rozmawiałam o tym z Holgerem, przypominaliśmy sobie szczegóły oficjalnej wersji, która miała być serwowana każdemu, kto tylko nas zna. W niej byliśmy ze sobą od prawie pół roku, a poznaliśmy się w Dreźnie, kiedy to był na jakimś koncernie od jego sponsora sportowego.
- Naprawdę nie mogę uwierzyć w to, że Holger wreszcie się ustatkował! - zaśmiała się do mnie serdecznie, a ja poczułam ukłucie w sercu. Tak naprawdę to kiedy on planuje się ustatkować? Nie jestem w stanie sama sobie odpowiedzieć na to pytanie. Ile my się znamy? Raptem dwa miesiące. Nawet niecałe. Jak bardzo można poznać człowieka przez ten czas? Nie jestem w stanie tego określić. Próbował się ustatkować na siłę, tak? Takim sposobem? Przecież to niedorzeczne!
- Jak długo go znasz? - spytałam, gdy siedziałyśmy i popijałyśmy kawę z ekspresu po zakończonej pracy. - Jaki jest w stosunku do innych?
- Poznałam go dzięki Bastiemu kilka lat temu. Był naprawdę inny niż teraz, bardziej szalony - zaśmiała się na samo wspomnienie. - To kobiety go ukształtowały tak, że wręcz się bał jakiejkolwiek zaufać. Dlatego od dłuższego czasu nikogo nie miał.
Mój mętlik w głowie się powiększył. On...zraniony? Przez kogokolwiek? Nigdy w życiu bym nie pomyślała. Nigdy też nie pytałam się, dlaczego tak długo był sam... Czemu sam mi o tym nie powiedział? Wstydził się? Przecież mieliśmy być wobec siebie szczerzy... Ja się otworzyłam, a on?
- Nie mówił Ci o tym, prawda? - przerwała moje rozmyślania. Mechanicznie zatwierdziłam. - To wina męskiej dumy, oni nigdy się nie przyznają do tego, że zostali zranieni - ścisnęła moją dłoń. Męskiej dumy? Przecież nie powiedziałby tego osobie, z którą łączy go tylko relacja nieoficjalnie zawodowa i seks. Ale ja powiedziałam o wszystkim, absolutnie... Poczułam się...zawiedziona. Jakby to wszystko, co jest między nami nic dla niego nie znaczyło...
- Ale nie masz się czym martwić, kochana - próbowała mnie pocieszyć. - Jeśli układa się Wam tak, jak mówiła mi Lisa, to masz szczęście. Ale wszystko też zależy od Ciebie. Jeśli go zranisz... Będzie ciężko ponownie go odzyskać. Wygląda na twardego, a w rzeczywistości taki nie jest.
- Ana... - zacisnęłam wargi. - Chyba w to wpadłam - jej twarz momentalnie pobladła. Wyglądała na to, że spodziewa się takich słów, ale... I tak ją to zaskoczyło.
- Boję się o Ciebie, Rosalie. W ogóle jak wyglądają relacje pomiędzy Wami?..
Zasępiłam się. No właśnie... Jak to wygląda? Dla postronnego obserwatora jesteśmy jak para, w rzeczywistości nią nie będąc. Widać, że nie tylko mi to wszystko sprawia przyjemność. Nie chcę udawać, nie chcę przed nią kłamać...
- Ja... Naprawdę nie wiem. Boję się, że jeśli za bardzo się w to wkręcę, to on powie, że to koniec... A ja tego nie chcę...
- Rose, w co Ty się wpakowałaś?
- Nie kontrolowałam tego... Myślisz, że byłam świadoma każdej chwili? Gdybyś była na moim miejscu...
- ...Ale nie jestem - wtrąciła chłodno, ściągając mnie na ziemię. Zawsze to robiła, gdy za bardzo bujałam w chmurach.
- Gdybyś na nim była, to jestem w stanie Ci zagwarantować, że nie potrafiłabyś się wstrzymać, uległabyś TEMU urokowi.
- Wiesz, że siedzę w tym dłużej i wiesz, że on na mnie nie działa - przez dłuższą chwilę patrzyłyśmy się na siebie bez słowa. - Czy Wy... No wiesz. Doszło do tego?
Odetchnęłam ciężej, spuszczając głowę w dół. Nic nie powiedziała, już się domyśliła.
- Proszę Cię jak przyjaciółkę, spróbuj nie popełnić żadnej głupoty z nim. A jeśli już się to stanie... Nie zostawiaj mnie bez słowa wyjaśnienia - poprosiła, chwytając moją dłoń. Nie wiedziałam, co powiedzieć. Ona naprawdę się o mnie bała... Pokiwałam głową, zaciskając wargi.
W środę popołudniu miałam sesję z Sarą. Chociaż słowo "sesja" jest tu potwornie naciągane. Co nie znaczy, że nie zrobiłam żadnych zdjęć! Po prostu w trakcie ich wykonywania dużo rozmawiałyśmy, wzajemnie się poznawałyśmy.
Przedpołudniem rozmawiałam o tym z Holgerem, przypominaliśmy sobie szczegóły oficjalnej wersji, która miała być serwowana każdemu, kto tylko nas zna. W niej byliśmy ze sobą od prawie pół roku, a poznaliśmy się w Dreźnie, kiedy to był na jakimś koncernie od jego sponsora sportowego.
- Naprawdę nie mogę uwierzyć w to, że Holger wreszcie się ustatkował! - zaśmiała się do mnie serdecznie, a ja poczułam ukłucie w sercu. Tak naprawdę to kiedy on planuje się ustatkować? Nie jestem w stanie sama sobie odpowiedzieć na to pytanie. Ile my się znamy? Raptem dwa miesiące. Nawet niecałe. Jak bardzo można poznać człowieka przez ten czas? Nie jestem w stanie tego określić. Próbował się ustatkować na siłę, tak? Takim sposobem? Przecież to niedorzeczne!
- Jak długo go znasz? - spytałam, gdy siedziałyśmy i popijałyśmy kawę z ekspresu po zakończonej pracy. - Jaki jest w stosunku do innych?
- Poznałam go dzięki Bastiemu kilka lat temu. Był naprawdę inny niż teraz, bardziej szalony - zaśmiała się na samo wspomnienie. - To kobiety go ukształtowały tak, że wręcz się bał jakiejkolwiek zaufać. Dlatego od dłuższego czasu nikogo nie miał.
Mój mętlik w głowie się powiększył. On...zraniony? Przez kogokolwiek? Nigdy w życiu bym nie pomyślała. Nigdy też nie pytałam się, dlaczego tak długo był sam... Czemu sam mi o tym nie powiedział? Wstydził się? Przecież mieliśmy być wobec siebie szczerzy... Ja się otworzyłam, a on?
- Nie mówił Ci o tym, prawda? - przerwała moje rozmyślania. Mechanicznie zatwierdziłam. - To wina męskiej dumy, oni nigdy się nie przyznają do tego, że zostali zranieni - ścisnęła moją dłoń. Męskiej dumy? Przecież nie powiedziałby tego osobie, z którą łączy go tylko relacja nieoficjalnie zawodowa i seks. Ale ja powiedziałam o wszystkim, absolutnie... Poczułam się...zawiedziona. Jakby to wszystko, co jest między nami nic dla niego nie znaczyło...
- Ale nie masz się czym martwić, kochana - próbowała mnie pocieszyć. - Jeśli układa się Wam tak, jak mówiła mi Lisa, to masz szczęście. Ale wszystko też zależy od Ciebie. Jeśli go zranisz... Będzie ciężko ponownie go odzyskać. Wygląda na twardego, a w rzeczywistości taki nie jest.
dzień dobry! czy tylko ja mam już dość, czy też się ktoś taki znajdzie?
za tydzień będziemy na półmetku tego fanfiction! jezu, jak to zleciało??


Eh ten twój Holger to ma naprawdę pecha :/
OdpowiedzUsuńCo do rozdziału to pikny jak zawsze <3
Mam nadzieję, że w końcu się chłopak zdecyduje :)
Oboje się kochają aww ❤
Czekam na kolejny
Buziaki :***
kurcze, no ciekawe czemu jej nic nie powiedział
OdpowiedzUsuńi czy kiedykolwiek jej powie...
i ciekawe co się takiego stało...
no nic, czekam nn! <3
No.. Teraz się dopiero zaczną schody.. Wiedziałam, że w końcu skończysz tę sielankę!
OdpowiedzUsuńCzekam na nowy rozdział :)
Koniec sielanki, czyli norma u ciebie xd
OdpowiedzUsuńCzekam na kolejny ;)
Dominiko... Ja wiem, że Ty uwielbiasz przyprawiać mnie o zawał, ale moje biedne serduszko cierpi... :c
OdpowiedzUsuńZapomniałaś mnie oskarżyć o to, że poszkodowałam Holgera B. u siebie i to dlatego... :( Wszystko moja wina.
Nie martw się, Badstuber jest niezniszczalny! <3 Wróci jak zawsze silniejszy! ;3
Rozdział genialny jak zawsze, ale się zaczynam bać.. :o
Czekam na następny ;*
Pozderki! <3