Kolejnego dnia czułam się już lepiej i to o wiele. Po porannym obchodzie i pierwszym w życiu odciągnięciu pokarmu nie mogłam dłużej już czekać i poszłam na salę noworodków. Trochę także się bałam tego widoku, jaki tam mnie czeka...
W nocy słabo spałam, myślałam o tym, jak to teraz będzie. Próbowałam ze wszystkich sił uwierzyć w prawdomówność jego słów, ale... Coś wewnętrznie mnie blokowało. Co, jeśli znów robi to wszystko pod publikę? Wróci ta gra z samego początku, a może i całej naszej znajomości?
Nie potrafiłam znieść tej myśli, że zdecydowałby się nas szukać tylko po to, aby wszyscy mogli żyć myślą, że wszystko u niego super świetnie... Nie może tak być. Nie. Jedynym problemem jestem ja i moja wewnętrzna blokada przed nim.
Powoli i nieśmiało podeszłam do inkubatora, w którym leżała moja córeczka. Zaciskała drobne rączki w piąstki, leżąc na boczku. Jej włoski wydawały się wręcz białe. Uśmiechnęłam się sama do siebie, kładąc dłoń na szybie. Moje oczy nie potrafiły się nacieszyć tym słodkim widokiem.
Jestem mamą. Ta mała istotka przez ostatnie tygodnie tak samo jak ja przeżywała zaistniałą sytuację związaną z ponownym pojawieniem się jej ojca w naszym życiu.
Holger ojcem. Nie brzmi to za dziwnie? On, dokładnie ten sam człowiek, który mówił, że nie jest gotowy, po pół roku pojawia się z powrotem, próbując pokazać, że się zmienił na swoje całkowite przeciwieństwo. Że psychicznie dojrzał...
Pogładziłam jej drobne ciałko przez jeden z otworów, znajdujących się w ściance. Oddychała sama, wszystko wyglądało, jakby było dobrze. Chociaż nie było. Pojawiła się tu za wcześnie, a ostatnie tygodnie ciąży to najważniejszy okres w rozwoju malutkiego dziecka...
- Jest silna, proszę się nie martwić - szepnęła do mnie pielęgniarka. Liczę na to, moje maleństwo musi być twardsze ode mnie. Musi umieć sobie radzić z przeciwnościami tego świata.
- Długo będzie tu leżała? - spytałam. Walczyłam z silną pokusą wzięcia ją na ręce i poczucia tego cudownego ciężaru.
- Doktor powinien wiedzieć lepiej, aczkolwiek pierwsze trzy doby na pewno tu spędzi - westchnęłam ciężko.
Skinęłam głową, a kobieta odeszła ode mnie. Znów byłam sama z moim małym skarbem.
W pewnym momencie Emma otworzyła swoje błękitne oczka, a moje serce załomotało jak dzwon. Oczy Holgera... Chociaż podobno wszystkie dzieci rodzą się z tą barwą oczu. Właśnie, podobno.
Spokój i ciszę zamąciło pojawienie się jednej osoby...
- Rosalie - szepnęła Ann, kładąc dłoń na moim ramieniu. Nie powiem, że się nie przestraszyłam. Ona, tutaj? Teraz? - Przepraszam.
Odwróciłam się do niej przodem. Spoglądała na mnie z wyraźną skruchą, w drugiej dłoni trzymając wielki, różowy balon.
- Nie masz za co... Ważne, że z małą jest dobrze - przytuliła mnie do siebie. Przez chwilę trwałyśmy w uścisku, po czym jej uwaga skupiła się na maluszku. Jej twarz rozświetlił szeroki uśmiech, a oczy zabłysły.
- Jaka śliczna - zachwyciła się, a ta zaczęła płakać. Czyżby ktoś nie polubił "cioci" Ann?
- I głodna - dodała ta sama pielęgniarka, która rozmawiała z nami kilkanaście minut temu. Uśmiechnęła się do mnie pokrzepiająco, po czym wzięła do rąk strzykawkę i wstrzyknęła białawą ciecz do przeźroczystej rurki, która swój koniec miała w jej nosku. - Dziecko, dopóki będzie przebywało w inkubatorze, będzie karmione enteralnie, czyli sondą.
- A kiedy...kiedy będę mogła już sama to robić?
- Oh, już całkiem niedługo, proszę się nie martwić.
Po zakończeniu całego procesu jeszcze przez chwilę z nami stała, po czym znów ruszyła do kolejnych małych pacjentów z tejże sali.
- Holger i Mario mają niedługo przyjechać - oznajmiła, przerywając ciszę. Pewnie są na treningu. - Wraz z Aną, która ma pomóc ich dyskretnie przetransportować, bo... Ostatnio nie obyło się bez ludzi nas śledzących.
- Szmatławce? - niemrawo mi zatwierdziła. O nie... - Znów się zaczyna.
- Teraz chce tego uniknąć, więc będzie próbował zachować Was jak najdłużej w tajemnicy - do oczu cisnęły mi się łzy. Znów to samo... Ta sama gra...
- Nie chcę takiego życia, może o nas zapomnieć...
W nocy słabo spałam, myślałam o tym, jak to teraz będzie. Próbowałam ze wszystkich sił uwierzyć w prawdomówność jego słów, ale... Coś wewnętrznie mnie blokowało. Co, jeśli znów robi to wszystko pod publikę? Wróci ta gra z samego początku, a może i całej naszej znajomości?
Nie potrafiłam znieść tej myśli, że zdecydowałby się nas szukać tylko po to, aby wszyscy mogli żyć myślą, że wszystko u niego super świetnie... Nie może tak być. Nie. Jedynym problemem jestem ja i moja wewnętrzna blokada przed nim.
Powoli i nieśmiało podeszłam do inkubatora, w którym leżała moja córeczka. Zaciskała drobne rączki w piąstki, leżąc na boczku. Jej włoski wydawały się wręcz białe. Uśmiechnęłam się sama do siebie, kładąc dłoń na szybie. Moje oczy nie potrafiły się nacieszyć tym słodkim widokiem.
Jestem mamą. Ta mała istotka przez ostatnie tygodnie tak samo jak ja przeżywała zaistniałą sytuację związaną z ponownym pojawieniem się jej ojca w naszym życiu.
Holger ojcem. Nie brzmi to za dziwnie? On, dokładnie ten sam człowiek, który mówił, że nie jest gotowy, po pół roku pojawia się z powrotem, próbując pokazać, że się zmienił na swoje całkowite przeciwieństwo. Że psychicznie dojrzał...
Pogładziłam jej drobne ciałko przez jeden z otworów, znajdujących się w ściance. Oddychała sama, wszystko wyglądało, jakby było dobrze. Chociaż nie było. Pojawiła się tu za wcześnie, a ostatnie tygodnie ciąży to najważniejszy okres w rozwoju malutkiego dziecka...
- Jest silna, proszę się nie martwić - szepnęła do mnie pielęgniarka. Liczę na to, moje maleństwo musi być twardsze ode mnie. Musi umieć sobie radzić z przeciwnościami tego świata.
- Długo będzie tu leżała? - spytałam. Walczyłam z silną pokusą wzięcia ją na ręce i poczucia tego cudownego ciężaru.
- Doktor powinien wiedzieć lepiej, aczkolwiek pierwsze trzy doby na pewno tu spędzi - westchnęłam ciężko.
Skinęłam głową, a kobieta odeszła ode mnie. Znów byłam sama z moim małym skarbem.
W pewnym momencie Emma otworzyła swoje błękitne oczka, a moje serce załomotało jak dzwon. Oczy Holgera... Chociaż podobno wszystkie dzieci rodzą się z tą barwą oczu. Właśnie, podobno.
Spokój i ciszę zamąciło pojawienie się jednej osoby...
- Rosalie - szepnęła Ann, kładąc dłoń na moim ramieniu. Nie powiem, że się nie przestraszyłam. Ona, tutaj? Teraz? - Przepraszam.
Odwróciłam się do niej przodem. Spoglądała na mnie z wyraźną skruchą, w drugiej dłoni trzymając wielki, różowy balon.
- Nie masz za co... Ważne, że z małą jest dobrze - przytuliła mnie do siebie. Przez chwilę trwałyśmy w uścisku, po czym jej uwaga skupiła się na maluszku. Jej twarz rozświetlił szeroki uśmiech, a oczy zabłysły.
- Jaka śliczna - zachwyciła się, a ta zaczęła płakać. Czyżby ktoś nie polubił "cioci" Ann?
- I głodna - dodała ta sama pielęgniarka, która rozmawiała z nami kilkanaście minut temu. Uśmiechnęła się do mnie pokrzepiająco, po czym wzięła do rąk strzykawkę i wstrzyknęła białawą ciecz do przeźroczystej rurki, która swój koniec miała w jej nosku. - Dziecko, dopóki będzie przebywało w inkubatorze, będzie karmione enteralnie, czyli sondą.
- A kiedy...kiedy będę mogła już sama to robić?
- Oh, już całkiem niedługo, proszę się nie martwić.
Po zakończeniu całego procesu jeszcze przez chwilę z nami stała, po czym znów ruszyła do kolejnych małych pacjentów z tejże sali.
- Holger i Mario mają niedługo przyjechać - oznajmiła, przerywając ciszę. Pewnie są na treningu. - Wraz z Aną, która ma pomóc ich dyskretnie przetransportować, bo... Ostatnio nie obyło się bez ludzi nas śledzących.
- Szmatławce? - niemrawo mi zatwierdziła. O nie... - Znów się zaczyna.
- Teraz chce tego uniknąć, więc będzie próbował zachować Was jak najdłużej w tajemnicy - do oczu cisnęły mi się łzy. Znów to samo... Ta sama gra...
- Nie chcę takiego życia, może o nas zapomnieć...
~*~*~*~
Przyjaciółka Rosalie coś złagodniała od naszego ostatniego spotkania. Czyżby w końcu dostrzegła to, jak było naprawdę?
Czekałem z Mario po treningu aż przyjedzie. Wczorajsza eskapada Goetzego wraz z Ann skończyła się... Niezbyt miło, a portale plotkarskie miały z tego niesamowitą radochę, umieszczając kolejną wyssaną z palca plotkę na nasz temat. Obawiałem się, że to może mieć zły wpływ na to wszystko, co się teraz dzieje...
Ciszę panującą dookoła przerwał dźwięk telefonu pomocnika. Bez słowa odebrał i wsłuchał się w to, co do zakomunikowania ma mu druga osoba. Z każdą sekundą jego twarz coraz bardziej tężała.
- Cholera jasna! Musiałaś jej o tym mówić?
Zdębiałem po tych słowach, a moje obawy osiągnęły rozmiary wieży Eiffle'a. Czemu zawsze ja jestem ostatnim poinformowanym o danej rzeczy?
- Nie interesuje mnie jak to zrobisz, ale masz ją przekonać, że tak nie jest. Masz godzinę, więc się pospiesz.
Nie mówiąc ani słowa pożegnania zakończył rozmowę, po czym schwycił się za głowę, zaklinając głośno.
- Dowiem się, co stało, czy raczej nie? - jego słowa potwierdziły moje wcześniejsze przypuszczenia...
- Ann powiedziała Rose o tym, co było wczoraj przed szpitalem.
Czekałem z Mario po treningu aż przyjedzie. Wczorajsza eskapada Goetzego wraz z Ann skończyła się... Niezbyt miło, a portale plotkarskie miały z tego niesamowitą radochę, umieszczając kolejną wyssaną z palca plotkę na nasz temat. Obawiałem się, że to może mieć zły wpływ na to wszystko, co się teraz dzieje...
Ciszę panującą dookoła przerwał dźwięk telefonu pomocnika. Bez słowa odebrał i wsłuchał się w to, co do zakomunikowania ma mu druga osoba. Z każdą sekundą jego twarz coraz bardziej tężała.
- Cholera jasna! Musiałaś jej o tym mówić?
Zdębiałem po tych słowach, a moje obawy osiągnęły rozmiary wieży Eiffle'a. Czemu zawsze ja jestem ostatnim poinformowanym o danej rzeczy?
- Nie interesuje mnie jak to zrobisz, ale masz ją przekonać, że tak nie jest. Masz godzinę, więc się pospiesz.
Nie mówiąc ani słowa pożegnania zakończył rozmowę, po czym schwycił się za głowę, zaklinając głośno.
- Dowiem się, co stało, czy raczej nie? - jego słowa potwierdziły moje wcześniejsze przypuszczenia...
- Ann powiedziała Rose o tym, co było wczoraj przed szpitalem.
kocham Was, pamiętajcie o tym, haha

Dorwe, zabije i zakopie! XDDD spodziewaj się mnie xddd
OdpowiedzUsuńCudowny jak zawsze ❤
Buziaki :***
No to się dorobiło.. Czy ta dziewczyna to same problemy?! Niech ona już więcej nie odwiedza Rose..
OdpowiedzUsuńCzekam na nowość!
No i namieszała... :(
OdpowiedzUsuńNo, ale Ci wybaczę jak to wszystko poukładasz :D
Czekam na kolejny kochana! <3
Buźki! :*