Udałem się do Brooklyna, aby mi pomógł. Musiał coś wiedzieć, o tym, czy z kimś utrzymywała kontakty... Popadałem w obłęd przez to.
- Holger, dobrze wiesz, że nie powinienem ingerować w sprawy prywatne swoich pracowników - odetchnąłem ciężko. Naprawdę nikt ze mną nie chce współpracować?
- Proszę Cię, potrzebuję tej informacji. To dla mnie ważne.
- Akurat ona? - uniósł pytająco brew ku górze. Fakt, przecież sam przerwałem jej zlecenie. Mógł sobie pomyśleć, że się nie spisała, prawda? Nigdy też nie poruszaliśmy tego tematu, w trakcie naszych spotkań. Aż do dziś...
- Tak, potrz... - dokończenie wypowiedzi przerwało mi wejście jakieś brunetki. Na całe szczęście. Nie chciałem z nim o tym rozmawiać. O tym, że zniszczyłem jej życie swoimi zachciankami.
Chociaż... Jakie to zachcianki, skoro sama tego chciała? Aż dotarły do mnie konsekwencje... Rosalie jest w ciąży, a ja jestem ojcem tego dziecka. Bo przecież nie mogła mieć nikogo za moimi plecami...
- Szefie... - zaczęła wysokim głosem, który momentalnie jej się załamał, gdy tylko mnie ujrzała. Zdziwiłem się, co już jej zrobiłem?
- Ana, pozwól tu. Ten pan - wskazał na mnie - potrzebuje Twojej pomocy.
Nim mu odpowiedziała głośno westchnęła, krzyżując dłonie na klatce piersiowej. Patrzyłem się na nią. Miała w sobie coś, co przypominało mi o Rose... Przełknąłem nerwowo ślinę.
- Tak?.. - spytała ostrożnie, lustrując mnie...wrogim spojrzeniem. Czym sobie na nie zasłużyłem?
- Utrzymywałaś kontakty z Rosalie, prawda? - ostrożnie potwierdziła. - Ten pan chce z Tobą właśnie o tym porozmawiać.
Zdębiała. Na pewno coś wie... Musi wiedzieć. Cokolwiek, proszę... Zaraz zwiariuję, nie mogę już wytrzymać. Potrzebuję nawet najmniejszego śladu dotyczącego jej osoby...
Ciszę między nami przerwał jej telefon. Skwasiła się, widząc nadawcę połączenia.
- Nie mogę teraz rozmawiać... Mamy problem - odsunęła telefon od ucha tak szybko, jak przysunęła. Następnie wystukała w nim krótką wiadomość i znów spojrzała na mnie.
- Szefie... - powtórzyła. - Nie mogę poruszać tych kwestii w tym towarzystwie.
- Ana... - zaprzeczyła. - To Twoje zadanie, musisz je wypełnić.
Jej twarz stężała. Wydawało mi się, że chciała stąd uciec, zostawiając mnie w niewiedzy, czego nie mogłem przyjąć.
- Proszę za mną - powiedziała kulturalnie, otwierając drzwi, za którymi zniknęła. Brooklyn położył mi dłoń na ramieniu i je poklepał. Po tym udałem się za kobietą, która miała być moim źródłem informacji.
- Co chcesz wiedzieć? Tylko szybko, mam ważniejsze sprawy na głowie - jej chłodny ton nieco mnie odstraszał. Ale zrobiłem już wystarczająco dużo, nie mogłem teraz stchórzyć i się wycofać.
- Gdzie ona jest? - spytałem stłumionym głosem. Słowa ledwo wychodziły mi z ust, tak bardzo się denerwowałem.
- Nie myśl, że się tego dowiesz. Zresztą... Szybko się obudziłeś.
- Uciekła przez to, że zaszła w ciążę? W dodatku ze mną, prawda? - dalej trzymała maskę opanowanej, a ja pękałem coraz bardziej. To, co teraz czułem było o wiele gorsze w połączeniu z bólem po każdym z urazów i to w dodatku łącznie. Ból fizyczny jest niczym w porównaniu z tym psychicznym. Środki przeciwbólowe uśmierzą go, a to, co jest w głowie? Na to nie ma lekarstwa...
- Powiedz coś, proszę. Prawie pół roku to zdecydowanie za dużo.
- Kto Ci powiedział? Miałeś się nigdy o tym nie dowiedzieć. To przez Ciebie zniknęła! - syknęła z wyrzutem. - Przez to, że jesteś nieodpowiedzialnym samcem! Myślisz tylko i wyłącznie o sobie, nie biorąc pod uwagę tego, co się dzieje dookoła Ciebie.
Miała rację. Świętą rację. Byłem nieodpowiedzialnym egoistą. Nie myślałem o tym, co czuła, nie brałem tego pod uwagę. Po jej wyjeździe przez chwilę sądziłem, że chciała po prostu się zabawić, wybić... I wywołać skandal. Ale tylko - w sumie aż - przez chwilę. Przecież ona była dla mnie jak dar z nieba. A ja to straciłem...
Z zamyślenia wyrwał mnie dźwięk jej telefonu. Pobladła, słysząc wiadomość, przekazywaną jej przez drugą osobę.
- Rozmawiałaś z lekarzem? Matko... Tak, już się zbieram, nie denerwuj się, bardziej szkodzisz małej. Tak, już kończę... - przykryła wyświetlacz dłonią i zmroziła mnie spojrzeniem. - Słyszysz, co zrobiłeś swoim wtargnięciem?
Poczułem, jak osuwa mi się grunt spod nóg. Dzieje się coś złego. Z nią, z jej...naszym..z naszym dzieckiem. Mała... Czyli córeczka, tak? Szybko obudził się we mnie ten instynkt, prawda? Byłem pod ścianą, ale naprawdę się martwiłem. W dodatku... Czułem, że to wszystko jest spowodowane moją osobą.
Mniejsza z tym wszystkim, co teraz się dzieje. Martwi mnie stan Rose. Jej oraz dziecka.
- Nie myśl tyle przy mnie, muszę iść, wzywa mnie ważniejsza osoba, niż taki... Ugh, aż brakuje mi na Was słów. Jesteście tacy sami - syknęła.
- Poczekaj! - wyciągnąłem z kieszeni złożoną do koperty kartkę. List. Dawno nie pisałem listów, ale to są umiejętności, których się nie da zapomnieć. - Przekaż jej to, proszę. Nawet jeśli nie chce ze mną rozmawiać... Chcę, aby to otrzymała.
- Chyba będę to w stanie dla Ciebie zrobić.
Ożył we mnie promyczek nadziei, że to odczyta i spróbuje w jakikolwiek sposób się ze mną porozumieć. Nieważne, że przez osoby trzecie.
Długo stałem i obserwowałem punkt, w którym zniknęła. Wyłączyłem się, myślami odpłynąłem do tego, co mogło się dziać z Rosalie. Z najważniejszą osobą, którą straciłem z własnej głupoty. Teraz ona też cierpi i w tym najważniejszym czasie, kiedy jako facet powinienem przy niej być... Okazałem się tchórzem bez jaj. Zwykłym mięczakiem.
W dodatku dotarło do mnie to, że nadal nie wiem, gdzie jest, a Ana poszła... Kurwa! Poderwałem się z miejsca i wybiegłem z agencji. Nie widziałem jej. Już pojechała... A ja znów na lodzie, bez jakiejkolwiek nowej informacji.
- Ann, powiedz mi wreszcie, gdzie ją widziałaś - powiedziałem do słuchawki, gdy tylko modelka odebrała połączenie.
a co, jak Wam powiem, że Ann nie powie Holgerowi o tym, że Rose jest w Norymberdze? :v XD pewnie byście mnie pozabijały...XDDD

Ty lepiej nie próbuj XD
OdpowiedzUsuńNawet o tym nie myśl! :DD
Cudeńko ❤
Nic się im nie stanie prawda? :((
Czekam na kolejny <3
Buziaki ;*
Co ty odwalasz he?
OdpowiedzUsuńNie waż się!
Czekam na kolejny :)
nie, nie waż się nawet tego robić! -,-,---
OdpowiedzUsuńmusi mu powiedziec no :(
czekam nn<3
Ann... Ty malpo! Aj Dominiko! XD
OdpowiedzUsuńNie waz sie mieszac jeszcze bardziej! :D
Czekam na kolejny misiu! :3
Buziaki! :*
Jedyna rzecz, która mnie tutaj cieszy, to to, że Holger w końcu zrozumiał i chce naprawić błędy, które popełnił. Oby Rose tylko chciała jeszcze z nim rozmawiać :) Czekam na nowy rozdział.
OdpowiedzUsuń