Skończyła z tym. A to po części dzięki mnie. Nie wiem, jak mam się z tym czuć, co mogę robić, ale... Nie potrafię się wstrzymać przed kolejnym spotkaniem z nią. Uzależniłem się przez ten czas tego piekielnego zlecenia. Pomogła mi, a w dodatku... Cudownie razem wyglądaliśmy.
W internecie aż roi się od naszych wspólnych zdjęć. Pasowała do mnie, tak samo jak ja do niej. Wyglądaliśmy jakbyśmy się dopełniali.
W internecie aż roi się od naszych wspólnych zdjęć. Pasowała do mnie, tak samo jak ja do niej. Wyglądaliśmy jakbyśmy się dopełniali.
Przez ten czas zmieniło się moje nastawienie. Chciałem otaczać ją opieką, ale jednocześnie ją pragnąłem, jak mężczyzna kobietę. To było chore i nie powinno mieć miejsca.
Za nic w świecie nie spodziewałem się, że zwykła gierka przed mediami przerodzi się w coś takiego. Nie wiem, czy jest to pewne, czy myśli tak samo jak ja... Ale chcę spróbować, może się uda.
Wróciłem z treningu do domu. Pierwsze, co zrobiłem, to wziąłem telefon i wcisnąłem miniaturkę koperty. Musiałem się podzielić propozycją, która padła z ust Thomasa. Zasugerował wspólny wieczór przy bilardzie.
Ja: Thomas zapytał się mnie, czy wybralibyśmy się z nimi dziś wieczorem na partię bilarda. Idziemy?
Odpisała po krótkiej chwili.
Rose: Jasne, z największą przyjemnością :) Kiedy mam przyjechać?
Ja: Osiemnasta Ci pasuje?
W międzyczasie napisałem do Muellera, dowiedzieć się, o której mamy być na miejscu.
Thom: Dwudziesta państwu pasuje?
Jak najbardziej - pomyślałem. Ode mnie do "naszego" pubu, w którym zwykliśmy spędzać wolne wieczory było góra pół godziny stąd.
Ja: Jasne. - opisałem mu.
Dokłanie w chwili wysłania dostałem SMSa od Rosalie o tej samej treści. Ciewake zrzędzenie losu.
Nie spodziewałem się, że będę tak się cieszyć na wizję kolejnej możliwości spędzenia z nią wieczoru. Już nie chodziło mi o to publiczne pokazywanie się. Chciałem z nią spędzać czas. Dużo czasu. Czułem się w tych chwilach wręcz... Cudownie? Matko, zachowuję się jak baba, rozpatrując się nad własnymi uczuciami i mętlikiem w głowie, spowodowanym przez nie.
Dla rozluźnienia udałem się do swojej własnej siłowni, mieszczącej się w piwnicy. Czasami narzekałem, że mieszkam sam w tym "okazałym" domu. Trzy sypialnie, salon połączony z kuchnią i dwie łazienki oraz z ogromna piwnica. Jak na mnie to dużo, ale rzadko sam przebywam w tym miejscu, zazwyczaj bywał ktoś z drużyny, albo rodzina. W sumie dawno nie odwiedzałem mamy, czy siostry... Ale święta za pasem, zdążę to zrobić.
Faktycznie, ćwiczenia pozwoliły mi się rozluźnić, zapomnieć chociaż na chwilę o Rose i o tej całej sytuacji. Przecież gdyby nie moja desperacja, to nawet bym nie pomyślał, aby zawiesić wzrok na dłużej na jakieś kobiecie.
Ciekawe, czy gdyby Brooklyn pokazał mi kogoś innego, inną kobietę, to czy wyglądałoby to podobnie. Nie wiem i nie jestem pewien, czy chcę wiedzieć. Rosalie ma w sobie "to coś", które nie pozwala mi skupić się na kimkolwiek innym.
- A Ty nie jesteś jeszcze gotowy? - spytała się, gdy tylko ujrzała mnie w dresie. Zaśmiałem się, chwytając ją za rękę i wciągając do środka. Nie udzielając odpowiedzi pocałowałem ją w usta, przypierając do ściany. Ku mojej radości nie opierała się, w dodatku jeszcze pogłębiła czułość, zarzucając zmarźnięte dłonie na moją szyję. Przeszedł mnie pojedynczy, ale silny dreszcz. Pragnąłem jej w tym momencie jeszcze bardziej niż zwykle.
Po kilku minutach odsunąłem swoją twarz na odległość kilkunastu centymetrów i uważnie się jej przyjrzałem. Oparła głowę o ścianę, a z jej warg wydostawał się przyspieszony oddech. Na jej policzkach widniały lekkie rumieńce i to nie te od zimna...
- Lubię takie powitania - zaśmiała się słodko, przejeżdżając palcami po moich policzkach, na których widniał trzydniowy zarost. - Ale mógłbyś się ogolić - cmoknęła mnie w usta.
- Aż tak źle? - jęknąłem odrobinę zażenowany. Nie miałem motywacji, aby się ogolić.
- Nie chodzi o to, po prostu nie lubię tego drapania - zapewniła mnie. - To dlaczego nie jesteś jeszcze gotowy?
- Umówili się z nami na... dwudziestą - spojrzała na mnie zaskoczona, unosząc brwi ku górze. - Chciałem spędzić z Tobą trochę czasu... Sam na sam - jej oczy rozbłysły, a na usta wkradł się słodki uśmieszczek.
- Naprawdę?
- Jak najbardziej - wtuliła się we mnie, a ja poczułem ciepło w okolicach serca. Działała na mnie i to cholernie bardzo.
Gdy znaleźliśmy się w środku, zrobiłem dla nas ciepłą herbatę, aby do końca się rozgrzała.
- Miał Ci za złe Twoje odejście?
- Nie mógł w to uwierzyć - upiła łyk gorącego napoju. - Ale w ostateczności się zgodził, przecież nie podpisywałam z nim paktu, że będę tam pracować do końca świata - pokiwałem głową.
Nastała chwilowa cisza. Wpatrywałem się w nią jak w obrazek. Jest tak blisko, a ja boję się postawić jakikolwiek krok w kierunku ustatkowania się. Po prostu się boję, że się nie podołam...
- Dlaczego to zrobiłeś? - zabrała głos po chwili ciszy. Zacisnęła dłonie razem, spoglądając na mnie spod wachlarza rzęs.
- Ale co?
- Dlaczego przerwałeś zlecenie? Dlaczego to wszystko robisz?
- Rosalie... - zacisnąłem wargi. Mam się przyznać? - Ja nie umiem tego wytłumaczyć... Chcę być przy Tobie i to nie ze względu na to, że dawałaś mi "przykrywkę" czy jakkolwiek to brzmi - jej oczy były przepełnione bólem. - Chcę być tuż obok Ciebie, bo znaczysz dla mnie więcej niż wszystkie kobiety tego świata razem wzięte - po usłyszeniu tych słów stanęły w nich łzy, a z warg wydobył się cichy szloch. Przygarnąłem ją do siebie, zamykając w swoim uścisku. Wtuliła się w moją pierś, a ja gładziłem ją po plecach.
- Naprawdę tak jest? - wyłkała, nie podnosząc głowy.
- Nie potrafiłbym Cię okłamać. To byłoby niezgodne ze mną.
Za nic w świecie nie spodziewałem się, że zwykła gierka przed mediami przerodzi się w coś takiego. Nie wiem, czy jest to pewne, czy myśli tak samo jak ja... Ale chcę spróbować, może się uda.
Wróciłem z treningu do domu. Pierwsze, co zrobiłem, to wziąłem telefon i wcisnąłem miniaturkę koperty. Musiałem się podzielić propozycją, która padła z ust Thomasa. Zasugerował wspólny wieczór przy bilardzie.
Ja: Thomas zapytał się mnie, czy wybralibyśmy się z nimi dziś wieczorem na partię bilarda. Idziemy?
Odpisała po krótkiej chwili.
Rose: Jasne, z największą przyjemnością :) Kiedy mam przyjechać?
Ja: Osiemnasta Ci pasuje?
W międzyczasie napisałem do Muellera, dowiedzieć się, o której mamy być na miejscu.
Thom: Dwudziesta państwu pasuje?
Jak najbardziej - pomyślałem. Ode mnie do "naszego" pubu, w którym zwykliśmy spędzać wolne wieczory było góra pół godziny stąd.
Ja: Jasne. - opisałem mu.
Dokłanie w chwili wysłania dostałem SMSa od Rosalie o tej samej treści. Ciewake zrzędzenie losu.
Nie spodziewałem się, że będę tak się cieszyć na wizję kolejnej możliwości spędzenia z nią wieczoru. Już nie chodziło mi o to publiczne pokazywanie się. Chciałem z nią spędzać czas. Dużo czasu. Czułem się w tych chwilach wręcz... Cudownie? Matko, zachowuję się jak baba, rozpatrując się nad własnymi uczuciami i mętlikiem w głowie, spowodowanym przez nie.
Dla rozluźnienia udałem się do swojej własnej siłowni, mieszczącej się w piwnicy. Czasami narzekałem, że mieszkam sam w tym "okazałym" domu. Trzy sypialnie, salon połączony z kuchnią i dwie łazienki oraz z ogromna piwnica. Jak na mnie to dużo, ale rzadko sam przebywam w tym miejscu, zazwyczaj bywał ktoś z drużyny, albo rodzina. W sumie dawno nie odwiedzałem mamy, czy siostry... Ale święta za pasem, zdążę to zrobić.
Faktycznie, ćwiczenia pozwoliły mi się rozluźnić, zapomnieć chociaż na chwilę o Rose i o tej całej sytuacji. Przecież gdyby nie moja desperacja, to nawet bym nie pomyślał, aby zawiesić wzrok na dłużej na jakieś kobiecie.
Ciekawe, czy gdyby Brooklyn pokazał mi kogoś innego, inną kobietę, to czy wyglądałoby to podobnie. Nie wiem i nie jestem pewien, czy chcę wiedzieć. Rosalie ma w sobie "to coś", które nie pozwala mi skupić się na kimkolwiek innym.
- A Ty nie jesteś jeszcze gotowy? - spytała się, gdy tylko ujrzała mnie w dresie. Zaśmiałem się, chwytając ją za rękę i wciągając do środka. Nie udzielając odpowiedzi pocałowałem ją w usta, przypierając do ściany. Ku mojej radości nie opierała się, w dodatku jeszcze pogłębiła czułość, zarzucając zmarźnięte dłonie na moją szyję. Przeszedł mnie pojedynczy, ale silny dreszcz. Pragnąłem jej w tym momencie jeszcze bardziej niż zwykle.
Po kilku minutach odsunąłem swoją twarz na odległość kilkunastu centymetrów i uważnie się jej przyjrzałem. Oparła głowę o ścianę, a z jej warg wydostawał się przyspieszony oddech. Na jej policzkach widniały lekkie rumieńce i to nie te od zimna...
- Lubię takie powitania - zaśmiała się słodko, przejeżdżając palcami po moich policzkach, na których widniał trzydniowy zarost. - Ale mógłbyś się ogolić - cmoknęła mnie w usta.
- Aż tak źle? - jęknąłem odrobinę zażenowany. Nie miałem motywacji, aby się ogolić.
- Nie chodzi o to, po prostu nie lubię tego drapania - zapewniła mnie. - To dlaczego nie jesteś jeszcze gotowy?
- Umówili się z nami na... dwudziestą - spojrzała na mnie zaskoczona, unosząc brwi ku górze. - Chciałem spędzić z Tobą trochę czasu... Sam na sam - jej oczy rozbłysły, a na usta wkradł się słodki uśmieszczek.
- Naprawdę?
- Jak najbardziej - wtuliła się we mnie, a ja poczułem ciepło w okolicach serca. Działała na mnie i to cholernie bardzo.
Gdy znaleźliśmy się w środku, zrobiłem dla nas ciepłą herbatę, aby do końca się rozgrzała.
- Miał Ci za złe Twoje odejście?
- Nie mógł w to uwierzyć - upiła łyk gorącego napoju. - Ale w ostateczności się zgodził, przecież nie podpisywałam z nim paktu, że będę tam pracować do końca świata - pokiwałem głową.
Nastała chwilowa cisza. Wpatrywałem się w nią jak w obrazek. Jest tak blisko, a ja boję się postawić jakikolwiek krok w kierunku ustatkowania się. Po prostu się boję, że się nie podołam...
- Dlaczego to zrobiłeś? - zabrała głos po chwili ciszy. Zacisnęła dłonie razem, spoglądając na mnie spod wachlarza rzęs.
- Ale co?
- Dlaczego przerwałeś zlecenie? Dlaczego to wszystko robisz?
- Rosalie... - zacisnąłem wargi. Mam się przyznać? - Ja nie umiem tego wytłumaczyć... Chcę być przy Tobie i to nie ze względu na to, że dawałaś mi "przykrywkę" czy jakkolwiek to brzmi - jej oczy były przepełnione bólem. - Chcę być tuż obok Ciebie, bo znaczysz dla mnie więcej niż wszystkie kobiety tego świata razem wzięte - po usłyszeniu tych słów stanęły w nich łzy, a z warg wydobył się cichy szloch. Przygarnąłem ją do siebie, zamykając w swoim uścisku. Wtuliła się w moją pierś, a ja gładziłem ją po plecach.
- Naprawdę tak jest? - wyłkała, nie podnosząc głowy.
- Nie potrafiłbym Cię okłamać. To byłoby niezgodne ze mną.
witam na półmetku...pierwszej częsci! ciekawe, czy ktoś się cykał, że może to być koniec xd
kolejny bezsensowny, haha :) aczkolwiek liczę, że się podoba :D

Ić bo jak ci pizgnę XDD
OdpowiedzUsuńJest przepięknocudownowspaniały ❤❤
Holgi sie zakochał! Holgi się zakochał! XD
Nonono <3
Już chcem kolejny no! XD nie wytrzymam do poniedziałku XD
Buzioole :**
Holgerek się nam zakochał ojejjj! <3
OdpowiedzUsuńWeź już nie chcę się tak cykać... XD
Nigdy nie kończ tego opowiadania, ono jest genialne! ^^ Zresztą wszystkie są genialne! <3 (nie przekręcaj oczami, wiem że to robisz..) XD
Czekam na kolejny! ^^ Dodawaj szybko kocie! *.*
Matko, jak ja Cię kocham.
awww Holgi zakochany! <3
OdpowiedzUsuńa tylko byś spróbowała to skończyć...... cri, lmao XD
czekam na kolejny! <33
Jaki tu słodko.. Dwa zakochańce, które tak się martwiły, a przecież oboje coś do siebie czują. Czekam na nowość!
OdpowiedzUsuńDwa gołąbeczki ;) tyle miłości *.*
OdpowiedzUsuń