poniedziałek, 7 grudnia 2015

Spiel vier

     - Rosalie! - zawołała radośnie Ana, gdy tylko ujrzała mnie przed swoim domem. Wcześniej zawitałam do agencji, dowiedzieć się, czy aby na pewno znajdę ją u siebie. Na szczęście była.
     - Ana - na moją twarz wkradł się usmiech, gdy już od progu mnie przytuliła. Od trzech tygodni, a dokładniej od dnia, w którym dostałam "zlecenie specjalne" nie miałyśmy praktycznie żadnego kontaktu, więc dzisiejsze popołudnie postanowiłam poświęcić dla niej. Takie babskie spotkanie, wraz z niezdrową żywnością i masą plotek.
     Wciągnęła mnie do środka, dalej tuląc. Fakt, przecież musi nadrobić te dni bez "molestowania" mnie, haha. Znalazłyśmy się w salonie, gdzie dopiero mnie puściła, ale dalej pozostawała w bliskiej odległości.
     - Zrobię herbatę - powiedziała, znikając w korytarzyku. Wyciągnęłam z torebki kilka paczek naszych ulubionych ciastek.
     Najśmieszniejsze w sytuacji, w której się znalazłam, było to, że gdy spędzałam z nim czas, to nie liczyło się nic, rzecz jasna oprócz niego. A gdy już nie było go w pobliżu, to nawet nie potrafiłam napisać tego głupiego SMSa z zapytaniem, co u niego. Nie chciałam się mu narzucać, przecież mimo tego, co się działo, to dalej był moim zleceniodawcą... Prawda? Nic więcej, a jak widać powoli to wszystko wymyka mi się spod kontroli...
     - Rose, ostatnio coś jesteś taka... Taka inna. Coś się stało? - głos przyjaciółki zawrócił mnie na ziemię. Kładła tackę z herbatami na stole, spoglądając na mnie kątem oka.
     - Nie... Niby co się miało stać?
     - To przez niego, prawda? Miesza Ci w głowie.
     - Nie mów tak, bo tak nie jest - spojrzała na mnie pobłażliwie, wzdychając ciężko.
     - Mówiłam Ci coś. Nie daj się mu omotać, proszę Cię. Oni wszyscy są tacy sami - w jej głosie było słychać błaganie. Uciekła z Berlina przed natarczywymi mężczyznami, którzy na siłę starali się o jej względy.
     - Nie są, po prostu trafiałaś na samych nieodpowiednich.
     - Rosalie, wiem, co mówię - dalej spierała się przy swoim, podobnie jak ja. Obie jesteśmy zaparte, ale mimo to potrafimy się dogadać. Aż dziwne, prawda?
     - Też wiem.
     - Dopóki się nie przejedziesz - skończyła temat, kierując się w stronę szafki z filmami. - Zostań, jeśli kochasz?
     - A chusteczki są? - wskazała za kanapę. Wychyliłam się za nią, sięgając po pudełko.
     - Przygotowałaś się - zaśmiała się, dopiero teraz zauważają kolorowe opakowania z ciastkami. A może po prostu chciała odwrócić uwagę od tego, co działo się kilka sekund temu?
     Siedziałyśmy wtulone w siebie, oglądając film. Razem płakałyśmy przy wzruszających scenach, jak najlepsze przyjaciółki, którymi przecież jesteśmy. 
     Wyłączyłam myślenie na temat Badstubera. Chyba dobrze. To tylko gra, nic nie jest prawdziwe. A przynajmniej nie powinno takie być...
     Wracając do domu już było ciężej. Byłam sama, a radio puszczało akurat jakieś piosenki o miłości. Wszystko idzie po mojej myśli, świetnie. Zastanawiałam się, kiedy to całe zlecenie znajdzie swój finał. Przecież aby na dobre zamydlić oczy mediom potrzeba co najmniej kilku miesięcy. Więc tyle mają trwać moje katusze z udawaniem?

     Nerwowo kręciłam się po swoim mieszkaniu. To ten dzień, początek naszej gry przed światem... Bałam się tego dnia, starałam się zwklekać z nim, jak najbardziej się da. Niestety, czasu nie zwolnię.
     Ciszę panującą dookoła przerywały miarowe stukania obcasów oraz moje miarowe wdechy i wydechy. Nerwowo zerkałam co chwilę na zegar, wiszący na ścianie, licząc, że jego wskazówki przesunęły się dalej niż o kilkanaście sekund. Na próżno, dłużyło mi się i to niemiłosiernie. Chciałam go zobaczyć, chciałam poczuć jego dotyk, albo chociaż spojrzenie...
     Wybawienie przyniósł mi dzwonek domofonu. Uśmiechnęłam się, widząc jego twarz na małym ekraniku wizjera. Odkluczyłam drzwi i czekałam na jego wejście do środka, próbując wystać w jednym miejscu.
     Z moich warg wydostawał się urwany oddech, gdy tylko zbliżył się do mnie jak na wyciągnięcie ręki. Jego wargi były uniesione ku górze, a dłoń kierowała się ku mnie. Schwycił mnie w pasie, przyciągając do siebie. Odgarnął wolną ręką włosy z mojej twarzy, po czym ujął jeden z policzków.      Jego oczy cały czas się na mnie patrzyły, nie pozozstawałam gorsza i też się mu przyglądałam. Na twarzy miał dwudniowy zarost, a z jego lekko rozwartych warg ulatywał umiarkowany oddech.
     - Cudowna jak zawsze - wymruczał mi na ucho, drapiąc mnie lekko zarośniętym policzkiem. W "drodze powrotnej" musnął wargami mój zaróżowiony policzek. - Gotowa?
     - Tak - szepnęłam, trzymając dłonie na wysokości jego klatki piersiowej. Odbierał mi trzeźwe myślenie, dekoncentrowałam się przez niego... Co on ze mną robił?
     Kilka minut potem siedzieliśmy już w jego samochodzie. Starałam się nie pokazywać po sobie strachu, który znów zaczął mnie ogarniać. Skubałam policzek od środka, spoglądając na niego. Uśmiechał się, rozluźniony, jakby to był kolejny zwykły dzień. Całkowite moje przeciwieństwo.
     - Nie denerwuj się, ćwiczyliśmy, wszystko, jak ma wyglądać - szepnął, gdy staliśmy na światłach. Dla wsparcia ujął moją dłoń i znacząco ścisnął palce.
     - Wiem. Boję się, że coś nie wypali, nie uwierzą w ten fortel...
- Oh, Rose - moje imię w jego wargach brzmiało tak... Nadzwyczajnie? Uh, znów się nakręcam... - Nie masz się czym martwić, wszystko jest idealnie rozpracowane, jedyne co do Ciebie należy to śliczny uśmiech i brak krępacji w stosunku do mnie.
     - To akurat Ci nie grozi - uśmiechnęłam się blado, gładząc jego policzek. Obrócił głowę i cmoknął mnie w otwartą dłoń.
     Patrzyliśmy się na siebie, zapominając o wszystkim. Do jazdy powrócił po kilkukrotnym trąbieniu aut stojących za naszym. Niechętnie oderwał ode mnie wzrok i skupił się na jeździe.
     Nie rozmawialiśmy, sama jego obecność już na mnie działała wystarczająco.
     - Rosalie - jego głos wrócił mnie na ziemię. - Nasza gra właśnie się zaczyna - wyszeptał, nachylając się nade mną.


liczyłam na coś świeższego, bo wczoraj FCB miało swój świąteczny bankiet, no ale kuźwa... HOLGI CZEMU NIE ZABRAŁEŚ ZE SOBĄ NAT? wiem, że to z troski o mnie i o to, że nadal łamie mi się serce jak ich widzę, ale no...
jak po nowym rozdziale? ;) podoba się chociaż trochę? :D
pozdrawia zdechlak ja xd

6 komentarzy:

  1. sbxsubdui końcówka>>>>
    no ciekawe ciekawe jak to się dalej rozwinie
    mam nadzieję, że zaraz nic się nie stanie strasznego...
    czekam nn! :3

    OdpowiedzUsuń
  2. Ooo mamusiu moja kochana *.*
    Jakie przepiękne cudeńko ❤❤
    Hmm... Gra się rozpoczyna.. Ale czy z czasem nie zmieni się na realny świat :)))
    "Podoba się chociaż trochę?"
    Kochanie ty moje to jest genialne!!! <333 ❤❤
    Czekam z niecierpliwością na kolejny
    Buziaki :**

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawa jestem tej ich całej ''gry'', bo wiem jedno: to na pewno będzie ciekawe! Czekam na nowość :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Koncówka *o* dawaj szybko neksta <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Omg xoxo Już się nie mogę doczekać, aż to wszystko się rozwinie! <3 Jej!
    To takie urocze! ^^
    Cudny rozdział i czekam na kolejny! :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Hahaha wiedziałam! Ta cała "gra" chyba nie skończy się na stosunkach czysto zawodowych. Ba, już to wyszło poza granicę ;)
    Czekam na nexta :*

    OdpowiedzUsuń