poniedziałek, 16 listopada 2015

Spiel eins

          Chłodny, listopadowy poranek, samo centrum Monachium. Wbiegłam do agencji, kiedy szef napisał mi, że muszę być teraz zaraz u niego. Co już przeskrobałam?
     - Hiltzberg, siadaj - powiedział nad wyraz opanowany szef, a ja zajęłam miejsce naprzeciw niego. Podał mi dużą, beżową kopertę. - Twoje nowe zlecenie. Specjalne. Jutro o dziesiątej w Cafe de Bambini.
     - Jasne - odparłam, podnosząc się z miejsca. Zabrałam ze sobą kopertę i opuściłam pomieszczenie.
     Cafe de Bambini to niewielka kawiarnia na przedmieściach miasta. Zlecenie specjalne, miejsce w zaciszu, praktycznie zero informacji, brak osobistego spotkania tak od razu... To musi coś znaczyć.
     W drodze do wyjścia wpadłam na Anę, moją przyjaciółkę, z którą wspólnie tu pracujemy. Jest cholernie do mnie podobna, z tą różnicą, że jest brunetką i ma czekoladowe oczy, których zawsze jej zazdrościłam. Nasze zainteresowania są wspólne, tylko ze względu na zbieżność losu tu trafiłyśmy...
     Cały czas kusiło mnie, aby sprawdzić, kim jest mój nowy zleceniodawca. Może to jakaś gwiazda?
     - Gratuluję specjalnego zadania! - wyszczerzyła się, gdy szłyśmy do kafejki. Zamówiłyśmy sobie kawę i zajęłyśmy miejsce przy "naszym" stoliku. - Nie korci Cię, aby sprawdzić?
     - Wiesz co? Kusi mnie, i to bardzo, więc chyba sprawdzę - sięgnęłam po torbę, z której wyjęłam tekturkę. Przedarłam jej górną część i wsadziłam dłoń do środka, aby wyjąć jej zawartość.
     Na widok jego uśmiechu oraz oczu na zdjęciu, poczułam jak miękną mi kolana. Na szczęście siedziałam, więc nie było tego widać. Te oczy... Już nimi zdobył moją duszę. A uśmiech... Nawet nie wspomnę.
     - Rose... Nie daj się mu omotać - przestrzegła mnie, gdy tylko na niego zerknęła. - Źle na tym skończysz.
     - Dobrze mamo - odpowiedziałam, nawet nie odrywając wzroku od fotografii. Spokojnie, nic takiego się nie wydarzy, to tylko na chwilę.- Ciekawe, co go posunęło do tego, by się akurat do nas skierować...
     - Może się jutro dowiesz - przytaknęłam jej. Na pewno się dowiem.

          Obudziłam się tuż po ósmej, ogarniając, że za dwie godziny mam planowane spotkanie, a przede mną długa droga. Wzięłam prysznic i ubrałam się w przygotowany przed snem strój - kremową koronkową sukienkę do połowy uda i botki w podobnym kolorze. Nałożyłam delikatny makijaż - chciałam wyjść na jak najbardziej naturalną.
     Wypiłam pospiesznie kawę i wyszłam z domu, uprzednio zakładając ciemny płaszczyk, cóż, listopad w pełni, zaraz grudzień i święta, a pogoda nie rozpieszcza... Wsiadłam do swojego auta i ruszyłam w umówione miejsce.
     Pierwszy raz dziwnie się czułam, towarzyszył mi pewnego rodzaju strach. Wcześniej czegoś takiego nie było... Może jest to spowodowane tym, że to ja zostałam wybrana dla KOGOŚ TAKIEGO jak on? Gdzie tam, wariuję. Zlecenie, to zlecenie, nawet jeśli jest określone mianem "specjalnego".
     Gdy po godzinie jazdy zatrzymałam się przed lokalem, sięgnęłam do torebki, w której miałam jego fotografię. Przyjrzałam się jej uważnie, chcąc go jak najbardziej zapamiętać, żebym się tylko nie pomyliła. Przejechałam palcem po niej, lekko się uśmiechając. Ciekawe, czy te oczy mają taki sam błysk także na żywo.
     Spokojnie, będzie dobrze. To nie pierwszy taki raz - pomyślałam, opuszczając pojazd. Prędkim krokiem weszłam do lokalu i się rozejrzałam dookoła. Niewielki ruch. Ludzie siedzieli tylko przy dwóch stolikach, nie będzie problemu z brakiem prywatności. Starałam się wyłapać blondwłosą osobę, ale najwyraźniej jeszcze nie dotarł.
     Drzwi się otworzyły i usłyszałam głośniejsze zaczęrpinięcie powietrza. Powoli się odwróciłam. Przede mną stał wysoki, niebieskooki blondyn, na oko metr osiemdziesiąt pięć. Wpatrywał się centralnie we mnie. Te oczy... To musi być on.
     - Rosalie Hiltzberg? - moich uszu doszedł jego cichy, pociągający głos. Przygryzłam wargę, kiwając głową na potwierdzenie. - W takim razie zapraszam - ujął moją dłoń i poprowadził głębiej. Zatrzymał się przy najodleglejszym stoliku, z dala od ludzi. Zamówił czarną kawę oraz ciasto, a ja dla siebie wzięłam szklankę soku.
     - Doszły mnie słuchy o tym, że rzekomo jestem homoseksualistą - zaśmiał się, nerwowo przeczesując włosy. Niezły powód. No ale cóż... - Dlatego poprosiłem mojego znajomego, a Twojego szefa o pomoc.
     - Jaką będę pełnić rolę?
     - Pojawisz się ze mną na klubowej imprezie świątecznej, zrobimy sobie trochę zdjęć i takie tam, a co będzie potem... Już się wymyśli - konkretny, nie powiem, że nie.
     - Ehkem... Na jak długo?
     Zamyślił się na chwilę, lustrując wzrokiem salę. Przejechał językiem po wargach, przenosząc swoje piękne paczadła na mnie.
     - Zależy od tego, jak się wszystko potoczy - szepnął, chwytając w dłonie filiżankę z napojem. Spojrzałam się wprost w jego oczy, mechanicznie kiwając zatwierdzająco. W środku zjadał mnie strach, który nie wiadomo skąd znów się pojawił. - Nie martw się, wszystko jest już przygotowane, tylko czeka na Ciebie - zaśmiał się cicho, widząc moją minę. - Ale wiesz... Lepiej nie ryzykować... Wszystkiego się dowiesz jutro, w zaciszu mojego domu, gdzie nikogo innego, prócz nas rzecz jasna, nie będzie. Porozmawiamy też na temat stawki - ano tak, oczywiście, pieniądze.
     Podniósł się z miejsca i wyciągnął rękę w moją stronę, bym także się podniosła. Naprawdę, trochę mi do niego brakowało, bym mogła bez problemu spojrzeć mu w te cudne oczy. W drugą dłoń wsunął mi niewielką karteczkę, a jego usta znalazły się przy moim uchu.
     - Do zobaczenia jutro - szepnął, po chwili muskając nimi mój policzek. Uśmiechnął się i zniknął z pola widzenia, nawet nie czekając na moją reakcję.
     - O cholera - wydostało się z moich ust kilka minut potem. Musiałam dojść do siebie. Czy to... Serio.
     Ścisnęłam dłonie w pięści i przypomniałam sobie o karteczce. Bez spojrzenia się w nią wiedziałam, co tam jest. Coś, czego mi nie powiedział, a było bardzo ważne. Miejsce, w które miałam się udać jutro, z samego rana.


skoro to powitanie to macie machającego Holgiego xd

Dzień dobry w mojej "najnowszej" produkcji. Zamysł tejże historii miałam już w zeszłym roku, a wyszło, że ruszył dopieto teraz i z ogromnymi zmianami. oryginał dalej spoczywa tutaj jako posty, które nie zostaną opublikowane, aczkolwiek wykorzystam ich fragmenty w tej wersji.
Jak go tworzyłam to nie myślałam nawet o tym, że Holger w międzyczasie się hajtnie xd Ale postanowiłam utrzymać to, co stworzyłam, więc tak jakby tutaj Natascha nie istnieje xd
Liczę, że się podoba i że będzie Was tu dużo, mimo tego iż piszę o graczu Bayernu XD Liczę też, że nie uciekniecie, gdzie pieprz rośnie po tym ff i nie stracicie wiary we mnie xd

5 komentarzy:

  1. Szczerze? Bayernu nie cierpię i gdy słyszę o nich w radiu lub w TV to mam ochotę wywalić to wszystko przez okno XD

    Mimo, że nie darzę ich sympatią to będę tu zaglądać :)

    OdpowiedzUsuń
  2. wnsdidbniedb wreszcie coś z Holgerem *_*
    czekam na kolejny! :3

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem w końcu :(
    O jeju *.* już mi się podoba nie xD
    Już nie mogę się doczekać kolejnego <3
    Aj tam pitolisz XDD ja zawsze zostanę ❤
    Buziaki :***

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak czekałam na Holgiego i czekałam... I jest!!! <3
    Dla mnie możesz nawet o Lechu pisać, a przeczytam! (nie no... nie pisz xdd) Ale Bayern kocham! :3
    Rozdział niesamowity i świetnie się zapowiada! ^^
    Czekam na kolejny! :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Ale o co chodzi? Bo ja nie bardzo rozumiem jaką ona ma ''pracę''. Naprawdę.. Nie rozumiem. Jest panią do towarzystwa czy co?! :D

    OdpowiedzUsuń